Song Cover Image

Chudy Anzelm (ragtime)

Lato w mieście to niewypał Chudy Anzelm z gniewu kipiał Słonko grzeje, asfalt parzy Nóżkę schłodzić nie zawadzi Jak pomyślał tak wykonał Włożył szorty na kulfona Tu dygresja się należy Anzelm jedną nogą bieży Nikt nie pomni co się stało nogi jednak brakowało Jak mówili, skoczył z wieży Choć w opowieść nikt nie wierzy Nie miał skrzydeł ni silniczka Urwał nogę, taka piczka W zamian dostał kołek z drewna Idąc stuka, rzecz to pewna Myśli Anzelm będzie klawo I na basen spieszy żwawo Tam to będą pluski, wrzaski Skok na główkę, styl warszawski Klapki, ręcznik, na pysk kremy Mokre włosy i … syreny Aż tu nagle na wierzch wyszła Prawda straszna wręcz nieczysta Ktoś wydalił w błękit wody żółty płyn co moczowody niosły dając ukojenie od ciśnienia wybawienie Czyn ten szkudny wręcz barowy Zepsuł wszystkim smak ochłody W kąpiel Anzelm miał już iść W głowie ta natrętna myśl Ile moczu jest w tej wodzie Co się stanie gdy wbrew sobie Ktoś popuści, coś wypuści Mocz wydali do czeluści Jaki będzie wdzięk ochłody Kiedy w pysk nawpada wody Tajemnica poliszynela Sika każdy na basenach Lepiej wody tej unikaj Lub zawołaj ratownika On z pudełka coś wyciągnie Szuwaks wsadzi, maźnie po dnie Kto nasikał ten jest gnój Zwijaj ręcznik jeśliś truj Wymaszeruj ekspresowo Albo sam pij nektar z wodą