
Ktoś napisał historię o mowie milczenia, o tym jak coś się widzi, chociaż nie istnieje. Jest też i o zamiarach, zwłaszcza tych nieszczerych, przez które w tej baśni niejeden oniemiał. Król i jego dworzanie się oszukiwali, patrząc jak tkacze szaty zapalczywie szyją, mimo że oczu na czym zawiesić nie było, przyznać się, że nie widzą przed resztą się bali. Prawdę mówiąc nikt nie śmiał przed innymi zgrzeszyć. W wyobraźni ubrany, król duktami stąpał. Strój majątek był warty – wokół: achy, echy - a więc oczy zachwyca, tego kto nie trąba. Aż tu nagle głos dziecka szum zachwytu przeszył [i]- nasz król przecież jest goły[/i]. Wyszło szydło z worka.

