
Piję to chłodne, gęste, owocowe wino Za barem nieśmiała muzyka z adapteru bambino I jestem w tym dźwięku fal morskich oraz braku pośpiechu, Gdzie serce bije powoli, jakby świat był w oddechu. Sangria się tu nie kończy, wciąż pełna karafka moja I mogę tak pić bez końca ten napój z winnic Roja Nic mnie tu dziś nie goni, spokojnie tak siedzę od rana bo to magiczne słowo ma boskie imię-maniana To sjesta – czas bez zegarków, bez rozmów, bez kroków, Tylko ja i miasto, co śpi na jawie, w cieniu palm i Gaudiego wzorków. To sjesta – hiszpańskiego słońca to czas Zanim znów wróci hałas, pośpiech i zgiełk starych miast. To sjesta – dzień płynie jak sangria leniwie Zamknięte okiennice zasłonią skwar południa troskliwie Jestem jak Don Kichot – bez miecza, bez giermka, bez znaków, Wśród ciszy, wina, oliwy – pośród uśpionych szlaków. Kobiety w czerwonych sukniach w rytmach flamenco pląsają Na zimnym kamiennym bruku rytmicznie obcasy stukają Kastaniety klekoczą jak serca rozpalone do białości, A ja tonę w tym rytmie – bez pytań, bez przyszłości. Kastaniety rozgadane, co znają moje marzenia Uderzają miarowo, leniwie od niechcenia Odpływam w tej muzyce, mam w niej swojego kompana bo to magiczne słowo ma boskie imię – maniana To sjesta – czas bez zegarków, bez rozmów, bez kroków, Tylko ja i miasto, co śpi na jawie, w cieniu palm i Gaudiego wzorków. To sjesta – hiszpańskiego słońca to czas Zanim znów wróci hałas, pośpiech i zgiełk starych miast. To sjesta – dzień płynie jak sangria leniwie Zamknięte okiennice zasłonią skwar południa troskliwie Jestem jak Don Kichot – bez miecza, bez giermka, bez znaków, Wśród ciszy, wina, oliwy – pośród uśpionych szlaków. Słońce zsuwa się z dachów jak wolno spuszczona zasłona, I wszystko, co było ciszą, to bierność i chwila spleciona Mam tylko wino, cień i rytm w kastanietach schowany, A cały świat milczy – jakby znał kod do maniany Sjesta już się kończy, lecz jeszcze tu kiedyś się zjawię W zaułkach Barcelony swoje sekrety zostawię Oddychać Hiszpańskim powietrzem będę znowu do woli Odetchnąć od zgiełku życia Espania mi pozwoli To Sjesta – czas bez zegarków, bez rozmów, bez kroków, Tylko ja i miasto, co śpi na jawie, w cieniu palm i Gaudiego wzorków. To sjesta – hiszpańskiego słońca to czas Zanim znów wróci hałas, pośpiech i zgiełk starych miast. To Sjesta – dzień płynie jak sangria leniwie Zamknięte okiennice zasłonią skwar południa troskliwie Jestem jak Don Kichot – bez miecza, bez giermka, bez znaków, Wśród ciszy, wina, oliwy – pośród uśpionych szlaków. Sjesta (Sjesta) Sjesta (Sjesta) Sjesta (Sjesta) © All rights reserved 2025 Lyrics by - Marcin Radoła

