Jedni wolą dwie ósemki, ja wolę jedną szesnastkę Tamci dostaną odsiadkę, bo to było niesmaczne. Marzysz o randze piekarza, macać bułeczki przy władzy, Kończysz w fotelu cockold’a, z mocnym wypiekiem na twarzy. Stawiasz zamek na piasku, wkrótce wjedzie tsunami Tłum napalonych chce laski, kładę na stół dynamit Wsiadła mi do fury, szukając biegów na siłę, Suka weszła na ssanie, dlatego ją obróciłem. Golisz frajerów na drobne, zabiorę Ci całą pulę, Klękasz do mego berła? (ochłoń) …- nie jestem królem. Prężysz cieniutki wokal, pompując ego na siłę, Spuszczasz się już na intrze, ja nawet werbla nie zbiłem. Zarzucam dumnie wędkę, licząc na grube branie, Łyka grubego robaka, robi za tanie posłanie. Wbijam w drzwi bez pukania, kładąc skurwielom klamkę, Owczar zamyka temat, żegnając środkowym palcem!


