
[WSTĘP – mówione, z lekkim echem] Pewnego jesiennego dnia… o poranku… jechałem sobie moją Hondą… a tu nagle — bach! — piękna dziewczyna z kapturem! [ZWROTKA 1] Liście tańczyły po asfalcie jak w filmie, mgła nad miastem, kawa jeszcze w dłoni. Jadę sobie grzecznie, muzyczka w klimie, a tu nagle — dziewczyna stoi przy drogi! Z kapturem na głowie, w słuchawkach coś gra, nie patrzy — ja hamuję, serce bum! bum! gra. Zatrzymuję się przy niej, otwieram szybkę w aucie, mówię: „Pani, dokąd?” — a ona mi tak patrzy w oczy i mówi: [REFREN] Będę obracał cię na rondzie w mojej Hondzie, świat wiruje, a ty wciąż uśmiechasz się do mnie. Nie potrzeba mi już słońca ani gwiazd tej nocy, gdy obracam cię na rondzie — nie chcę kończyć drogi! Będę obracał cię na rondzie w mojej Hondzie, radio gra, a w środku tylko my i wolne. W twoich oczach błysk, w moich sercu płomień, będę obracał cię na rondzie, aż po świt, aż po konie! ⸻ [ZWROTKA 2] Wsiadła do auta, pachniała deszczem i snem, mówi: „Nie bój się, ja lubię szybką grę.” Pytam ją: „Dokąd?” — śmieje się z lekka, „Na pierwszym rondzie… zawróć mnie jak kochanek z dreska!” Silnik ryczy, a miasto już śpi, lampy kręcą wkoło, jak w tańcu my. Na drugim rondzie, przy stacji Orlen, śmiała się głośno — już wiem, że to problem! ⸻ [REFREN] Będę obracał cię na rondzie w mojej Hondzie, świat wiruje, a ty wciąż uśmiechasz się do mnie. Nie potrzeba mi już słońca ani gwiazd tej nocy, gdy obracam cię na rondzie — nie chcę kończyć drogi! ⸻ [MOST – spokojniej] A rano mgła siadła na dach jak koc, a ona zasnęła, jak anioł, jak noc. Patrzę na nią, myślę — co za historia, z ronda wzięła się miłość, a nie kolizja! ⸻ [ZWROTKA 3 – tanecznie, coraz mocniej] Minęło kilka dni, znów widzę ją tam, przy tym samym rondzie — macha mi znak! Mówię: „Wskakuj!” — ona śmieje się w głos, „Tylko obracaj mnie szybko, bo mam dziś boss!” Rondo po rondzie, śmiech po śmiechu, a w mojej Hondzie już nie ma grzechu. Ktoś mówi: “wariaci”, a ja wiem jedno — z nią każda runda to marzenie letnie! ⸻ [REFREN – 2x, z narastającą energią] Będę obracał cię na rondzie w mojej Hondzie, świat wiruje, a ty wciąż uśmiechasz się do mnie. Nie potrzeba mi już słońca ani gwiazd tej nocy, gdy obracam cię na rondzie — nie chcę kończyć drogi! Będę obracał cię na rondzie w mojej Hondzie, aż po świt, aż się dzień rozłączy z nocą. I niech wszyscy wiedzą, jak to się zaczyna — od ronda, od Hondy, od pięknej dziewczyny! ⸻ [OUTRO – mówione, z echem i fade-outem] I tak to było… jesienią… Na rondzie… w mojej Hondzie… Ona chciała, żebym obracał — no to obracam, do dziś!

