
Zaśnij, dziecinko, księżyc już nie śpi W szafie coś drapie, lecz to nie mysz Na strychu zgrzytają małe ząbki Czekają, aż zaśniesz by ciałko twe gryźć Strach cię kołysze, jak trumna wśród fal Za oknem cień rośnie, ma dziwny kształt Z sufitu coś kapie - to nie jest deszcz Gdy spojrzysz w górę, przeszyje cię dreszcz Nie otwieraj oczek, nie wzywaj mamusi Bo wtedy to coś się tylko rozjuszy Nie wołaj braciszka, nie wołaj tatuśka To coś już wypełza… spod twojego łóżka Nie ruszaj się, skarbie nie powstrzymuj drżenia nawet gdy upiór wyłania się z cienia W lustro też nie patrz co obraz wykrzywia Bo twarz, którą widzisz, też nie jest prawdziwa Za oknem stuka coś palcem w szybę Raz, dwa, trzy… Raz dwa trzy, raz dwa trzy Nie licz tych stuków, nie pytaj „kto tam?” Bo ten, co odpowie, to okrutny pan W piwnicy chichocze ktoś bardzo cicho Ma głos braciszka… lecz twarz ma jak licho Gdy serce ci stuka szybciutko stuk puk To znak, że coś czeka by wejść do twych snów Wejść do twych snów (snów, snów, snów) Więc śpij, mój aniołku, niech wciągną cię sny Niech twoim strachem nakarmi się zły Bo noc ma uszy, i zęby (I nóż) We śnie Na ciebie zły czeka już

