
Ktoś upadł obok — ominęli go, ktoś wołał głośno — nie słyszał nikt. Ktoś został sam, choć ludzi był tłum, każdy miał przecież ważniejszy film. Jedni patrzyli, drudzy szli dalej, ktoś nawet wyjął z kieszeni telefon. Łatwiej nagrywać cudze nieszczęście, niż przez minutę coś w nim zmienić. Dopóki boli kogoś, dopóki płacze ktoś, można odwrócić głowę i spokojnie iść pod prąd. Nie moja sprawa, nie mój problem, nie moje życie, nie mój dzień. Niech ktoś pomoże, ktoś na pewno, ja przecież dokądś spieszę się. Nie moja sprawa — łatwo mówić, gdy ogień płonie obok nas. Lecz gdy kiedyś zapłonie u ciebie, kto wtedy znajdzie dla ciebie czas? dla ciebie czas. Za ścianą cisza trwała za długo, lecz nikt nie zapukał ani raz. Starszy człowiek taszczył zakupy, wszyscy mijali go cały czas. Ktoś stracił pracę, ktoś stracił wszystko, ktoś nie miał dokąd wrócić dziś. „Każdy ma swoje” — rzekł ktoś przy stole, i temat skończył się jakby nic. Nie moja sprawa, nie mój problem, nie moje życie, nie mój dzień. Niech ktoś pomoże, ktoś na pewno, ja przecież dokądś spieszę się. Nie moja sprawa — łatwo mówić, gdy ogień płonie obok nas. Lecz gdy kiedyś zapłonie u ciebie, kto wtedy znajdzie dla ciebie czas? dla ciebie czas. Aż przyjdzie rano, całkiem zwyczajne i nagle role odwrócą się. To ty zostaniesz po drugiej stronie, to ty zawołasz: „Pomóżcie mi”. I będą ludzie. Będzie ich wielu. Przejdą tak blisko, że poznasz twarz. Może usłyszysz tylko po cichu: „Nie moja sprawa. Niech pomoże ktoś z was.” Bo świat nie kończy się na naszych drzwiach, i nigdy nie był tylko „mój”. Czasem wystarczy zatrzymać się, zanim obojętność zrobi swoje. Nie moja sprawa… aż pewnego dnia — będzie.

