Puste krzesło, kawa zimna jak stal W oknie kawiarni mętna, gęsta dal Znalazłam tam coś, co zgubił Twój cień Biały, martwy ślad – nie do pity dzień. Nie pytam „kto?”, nie szukam już „gdzie?” Zima na palcach zakrada się w śnie Podnoszę ten lód, choć tnie moje sny W bieli ukryłam wszystkie Twoje kłamstwa i łzy. Refren Arktyczny szept, bielszy niż śnieg Zatrzymany czas, przerwany bieg... Nie kocham już, nie czuję nic Została tylko ta cienka, szklana nić. Ludzie kradną światło na kilka krótkich chwil By potem porzucić je tysiące mil stąd... A kiedy zwiędnie blask, gdy skruszeje lód Zostanie tylko... ten bezgłośny chłód. Zwrotka 2 Mogliśmy trwać, jak ogień wśród zasp Lecz Ty się bałeś, że sparzy Cię blask Odszedłeś tak cicho, jak cofa się mrok Zostawiając za sobą tylko ten jeden pusty krok. Pamiętam już tylko ten metaliczny smak I białe cienie, których w sercu mi brak To, czego nie wziąłeś, dziś zamienia się w kurz W mojej kawiarni... nie ma żadnych róż.


