
Za Sokolicą czekał nas szlak, skalista grań i pieniński las. Raz ścieżka w górę, raz schodziła w dół, a nad przepaścią milkł nawet wiatr. Przy trudnym przejściu podałem ci dłoń, na chwilę tylko — by pomóc ci przejść. Puściłaś ją zaraz, ruszając przed siebie, lecz ciepło twojej dłoni zostało we mnie. Sokola Perć, skalny grzbiet, nad nami niebo, pod nami świat. Raz moja dłoń, raz moje ramiona, gdy nagle gubiłaś krok. Sokola Perć, prowadź nas dalej, niech echo śmiechu niesie wiatr. Im trudniejszy stawał się szlak, tym bliżej byliśmy siebie. Gdy zeskakiwałaś z wysokiego stopnia, chwyciłem cię, zanim dotknęłaś ziemi. Przez krótką chwilę byłaś tak blisko, że poczułem ciepło twojej skóry. Twój zapach zmieszał się z zapachem lasu, a serce przyspieszyło mi na moment. Widziałem, jak porusza się twoja sylwetka, gdy ruszałaś dalej przede mną. Sokola Perć, skalny grzbiet, nad nami niebo, pod nami świat. Raz moja dłoń, raz moje ramiona, gdy nagle gubiłaś krok. Sokola Perć, prowadź nas dalej, niech echo śmiechu niesie wiatr. Im trudniejszy stawał się szlak, tym bliżej byliśmy siebie. Czertezik wyrastał nad leśnym stokiem, skały opadały stromo w dół. Przez przerwy między drzewami Dunajec połyskiwał wśród gór. Szłaś przede mną, potem obok, czasem oglądałaś się przez ramię. I choć wciąż niewiele o tobie wiedziałem, coraz więcej znaczyłaś dla mnie. Sokola Perć, skalny grzbiet, nad nami niebo, pod nami świat. Raz moja dłoń, raz moje ramiona, gdy nagle gubiłaś krok. Sokola Perć, prowadź nas dalej, niech echo śmiechu niesie wiatr. Im trudniejszy stawał się szlak, tym bliżej byliśmy siebie. Za nami skały, przed nami Bajków Gronik, a słońce wciąż wysoko nad nami. Nie wiedziałem jeszcze, dokąd nas zaprowadzi ta droga rozpoczęta nad Dunajcem.

