Po jednym dniu w pracy gorączka mnie męczy, W nocy Jadźka marudzi i nad uchem mi jęczy... Ból istnienia mi doskwiera... Pogoda mnie poniewiera... Wiatr pizga złem, a słońce mnie przegrzewa, Zalewa mnie deszcz i pot mnie zalewa... Po jednej kawie flaki grają marsza, Dzień od urlopu - sił mi już nie starcza! Kolory wokół jakieś wypłowiałe, Wszystko jest blade, wszystko jest zszarzałe... Słońce wciąż razi, mimo tej szarości, A od wilgoci bolą stare kości... Ledwo wstaję rano, w pracy ledwo siedzę, Wracam wykończona... - i już tylko leżę! Mdli mnie od jedzenia, brzuch boli od kawy, Ciągle bolą plecy, ciągle bolą stawy... Poszłabym na jogę, ale nie dam rady! Jadźka chce rozrywki, głośno się domaga, Matka wykończona i o ciszę błaga! Te dni urlopowe lata temu były... Chciałabym coś zrobić, ale nie mam siły!