<intro> Gdybyś mógł tak spojrzeć na świat z perspektywy przyszłych dekad jakbyś miał na karku osiemdziesiąt lat i mógł cofnąć czas do obecnych chwil to jaki byś był? Gdybyś mógł to zrobić tylko na jeden dzień zanim znów odejdziesz w starości cień. czy nadal odkładałbyś na później wszystkie rzeczy niewygodne i trudne? Czy raczej z radością na twarzy przyjmował to, czym los Cię obdarzył? <verse> Czy patrząc w oczy swoich dzieci, widziałbyś w nich czas, który leci? Te brudne ręce i hałas przy stole, czy przyjąłbyś dziś w zupełnie innej roli? Ten śmiech i gwar, które traktowałeś jak szum tła jawiłyby się jak najpiękniejsza muzyka. Bo z tamtej strony, z jesieni życia, nie ma już spraw ważnych do załatwienia i odkrycia. Jest tylko pragnienie, by choć raz jeszcze poczuć te małe dłonie w swej dłoni na wietrze. Zamiast „zaraz”, „za chwilę”, „nie teraz, bo praca”, wiedziałbyś, że każda sekunda już nigdy nie wraca. Usiadłbyś na dywanie, pośród klocków i marzeń, zbierając najprostsze z możliwych wydarzeń. Nie poprawiałbyś ubrań, nie liczyłbyś strat, po prostu byś był, przez ten jeden dzień, tak bardzo rad. <chorus> Więc spójrz na to teraz, jakbyś wrócił z daleka, bo miłość to coś, czego nie warto odwlekać. i są spojrzenia, w których Twój obraz się mieni, bądź dla nich słońcem, nim wszystko się zmieni. <verse> Gdybyś mógł tak zobaczyć swoją żonę młodą i silną, jak zerka w Twoją stronę. Czy widziałbyś tylko tą rutynę i dylematy, codzienne spory o błahe tematy? Czy może ten błysk, co go wciąż ma w spojrzeniu, choć czasem go skrywa w codziennym znużeniu? czy trzymałbyś ją mocno, bez słowa, za rękę, wchłaniając życie jak najpiękniejszą piosenkę? Pamiętałbyś, że czas to bezlitosny złodziej, co kradnie urodę i zostawia nas w chłodzie. Więc zamiast narzekać na drobne słabości, dałbyś jej ocean cierpliwej czułości. Zatańczyłbyś z nią w kuchni, bez żadnej okazji, odnajdując w sobie pokłady fantazji. Bo tam, pod osłoną tych przyszłych dekad, wiesz, że to ona była tym, kto na Ciebie zawsze czekał. <chorus> Więc spójrz na to teraz, jakbyś wrócił z daleka, bo miłość to coś, czego nie warto odwlekać. i są spojrzenia, w których Twój obraz się mieni, bądź dla nich słońcem, nim wszystko się zmieni. <verse> A gdybyś mógł do rodziców znów zadzwonić i usłyszeć ich ciepły głos, który milczy od lat gdyby oni nadal żyli, gdyby bieg odwrócił świat. czy odkładałbyś na później to? Czy skorzystał z tych szans? Czy dalej ucinałbyś rozmowę w połowie, bo „ważny projekt”, bo „masz dużo na głowie”? Czy znalazłbyś kwadrans, by po prostu posłuchać o zdrowiu, o sąsiadach, albo o nowych butach. Zamiast nerwowo zerkać na ekran i zegar, poczułbyś spokój, który od wewnątrz uderza. Zrozumiałbyś wtedy, że te same pytania, nie są ciężarem, lecz gestem kochania. Zapytałbyś o wszystko, czego jeszcze nie wiesz, bo nie zdążyłeś zapytać gdy ciągle gdzieś biegłeś. Pozwoliłbyś mamie opowiedzieć raz setny, ten sam żart, kiedyś nudny, a dziś tak bezcenny. Wziąłbyś ojca za rękę, tak szorstką i twardą, i nie walczyłbyś ze swoją upartością tak bardzo. i nie walczyłbyś ze swoją upartością tak bardzo. Bo tam, z perspektywy tych osiemdziesięciu lat, widzisz, że to oni byli największym sprzymierzeńcem, jakiego nosił świat. <chorus> Więc spójrz na to teraz, jakbyś wrócił z daleka, bo miłość to coś, czego nie warto odwlekać. i są spojrzenia, w których Twój obraz się mieni, bądź dla nich słońcem, nim wszystko się zmieni. <verse> A gdybyś mógł spojrzeć w lustro i zobaczyć siebie o dekady młodszego To czy nadal martwiłbyś się, że się starzejesz? czy skupiłbyś się na doznawaniu czegoś zupełnie innego? Czy liczyłbyś zmarszczki jak rany na skórze, czy widziałbyś w nich raczej przetrwane już burze? Czy w każdym siwym włosie szukałbyś porażki, czy znaku, że życie to nie są igraszki? Zamiast poprawiać to, co czas już naznaczył, Zamiast poprawiać to, co czas już naznaczył, z miłością byś sobie błędy wybaczył. I zamiast się lękać, że zegar wciąż tyka, zacząłbyś tańczyć, gdy gra ta muzyka. Cieszyłbyś się ruchem, oddechem i ciałem, nie myśląc o tym, co w nim niedoskonałe. Bo tamten starzec, którym kiedyś się staniesz, oddałby wszystko za to jedno spotkanie by poczuć swą siłę, krew tętniącą w skroniach i nie trzymać już lęku w zaciśniętych dłoniach. Spojrzałbyś w lustro z czystym zachwytem, i smakował chwile z wielkim apetytem. <chorus> Więc spójrz na to teraz, jakbyś wrócił z daleka, bo miłość to coś, czego nie warto odwlekać. i są spojrzenia, w których Twój obraz się mieni, bądź dla nich słońcem, nim wszystko się zmieni. Więc spójrz na to teraz, jakbyś wrócił z daleka, bo miłość to coś, czego nie warto odwlekać. i są spojrzenia, w których Twój obraz się mieni, bądź dla nich słońcem, nim wszystko się zmieni. <outro> Nie czekaj na siwiznę, na smutek i starość, zmień ten scenariusz, nim poczujesz żal i szarość. Spowolnij gonitwę, uściskaj swe dzieci, zadzwoń do rodziców, nim ten dzień przeleci. Bądź tym człowiekiem, którym chciałbyś się stać, gdy przyjdzie Ci kiedyś przy tamtym lustrze stać.