Song Cover Image

Wyjdę po chleb

V6

[Intro — 4 takty instrumentalne] [Zwrotka 1] Trzecia czterdzieści, klucz drapie po zamku, ja przy blacie, zimna kawa, światło znad kuchenki. Trzy puste za pralką, czwartą mam w plecaku, chowam do worka, żeby twoja matka nie zobaczyła rano. Ścierka, zimna woda, moje kolano na płytkach, w pokoju obok mały śpi z ręką pod głową. Liczę mu oddechy, czy równo, czy płytko, i układam w głowie, co ci powiem jutro. Rano robisz mi kawę, mówisz: "to był ostatni raz", a ja kiwam głową, bo chcę uwierzyć jeszcze raz. Wpisuję w kalendarz datę, jakby to był nowy start, i zamykam szafkę na klucz, tam gdzie trzymam resztę szans. [Refren] Powiem ci to cicho, bez krzyku, bez sceny: ja już nie chcę umierać razem z twoim nałogiem. Nie spakuję walizki, nie trzasnę drzwiami, odłożę klucze na stół i wyjdę po chleb. Nie wrócę na obiad. Nie wrócę wcale. [Zwrotka 2] Rok pierwszy: dzwonię do twojego szefa, że masz grypę. Rok drugi: odwołuję wesele siostry, bo "nie wypada". Rok trzeci: w aucie na parkingu uczę się nie płakać, osiem minut, potem wchodzę po dziecko do bramy. Nauczyłam się wąchać kubek, zanim ci go podam, czytać cię z progu — po krokach, po tonie, po oczach. Nauczyłam się wszystkiego oprócz jednej rzeczy: jak przestać być twoim strażnikiem i wrócić do siebie. W sobotę przy stole koleżanka mówi: "mój już nie pije, rok czysty, chodzi na mityngi, wzięliśmy psa". Uśmiecham się, gratuluję, nalewam jej kawę, a w środku pytam: to gdzie ja się pomyliłam, kurwa. [Refren] Powiem ci to cicho, bez krzyku, bez sceny: ja już nie chcę umierać razem z twoim nałogiem. Nie spakuję walizki, nie trzasnę drzwiami, odłożę klucze na stół i wyjdę po chleb. Nie wrócę na obiad. Nie wrócę wcale. [Bridge] Nie kochałam za mało. Nie trzymałam za słabo. Tylko nie da się chcieć za kogoś mocniej, niż on sam chce. Mogłam prosić, mogłam wozić na terapię, ale nie umiem oddychać za kogoś, kto trzyma głowę pod wodą. [Zwrotka 3] Torba stała spakowana trzy tygodnie za szafą, więc nie było sceny i nie było długiej rozmowy. Zostawiłam numer do poradni na lodówce pod magnesem i kartkę: "oddzwoń, jak pójdziesz. Nie jak obiecasz." Wynajęty pokój, listopad, lampa, gołe ściany, pierwsza noc, kiedy nikt nie wraca nad ranem. Stanęłam przed lustrem, zdjęłam spinkę z włosów, patrzę jak na kogoś, kogo dawno nie widziałam. Powiedziałam to głośno, na trzeźwo, bez świadków: "Jego już nie wyciągnę. Ale ciebie jeszcze zdążę." I pierwszy raz od lat zasnęłam bez nasłuchiwania klucza, bo cisza w tym pokoju nie była karą — była moja. [Refren] Powiem ci to cicho, bez krzyku, bez sceny: ja już nie chcę umierać razem z twoim nałogiem. Nie spakuję walizki, nie trzasnę drzwiami, odłożę klucze na stół i wyjdę po chleb. Nie wrócę na obiad. Nie wrócę wcale. [Outro] Nie muszę tonąć z kimś, kto nie chce się uczyć pływać. Mogę cię kochać. Mogę współczuć. Mogę mieć nadzieję. I mogę wyjść.