Nad ciemnym lasem przeleciał ptak sunąc do miasta co wciąż takie samo gdzie śpiący na ławkach święci z połową aureoli chcą ją dopić jak tylko wstaną rano [chorus] Nie ma tu ratunku dla zbłąkanych dusz, echo ich krzyków w szumie ulic przypomina że wywróżyli sobie z kapsla własny los trwania w labiryncie, gdzie nicość się zaczyna Po suchej łące biegnie stary szczur wracając do miasta co wciąż takie samo gdzie większość śpi nie zamykając powiek ciesząc się życia które ciągnie ich w bagno [chorus] Nie ma tu ratunku dla zbłąkanych dusz, echo ich krzyków w szumie ulic przypomina że wywróżyli sobie z kapsla własny los trwania w labiryncie, gdzie nicość się zaczyna Po starej drodze powoli idę ja wracając do miasta co wciąż takie samo w kieszeni mam plan poprzedniego dnia gdzie szukać aureoli, którą mi odebrano [chorus] Nie ma tu ratunku dla zbłąkanych dusz, echo ich krzyków w szumie ulic przypomina że wywróżyli sobie z kapsla własny los trwania w labiryncie, gdzie nicość się zaczyna [chorus] Nie ma też ratunku i dla nas tu pójdźmy gdzieś dalej gdzie trwać nie trzeba zostawmy aureolę ptakom, wyrwijmy ją z tłumu niech ją lepiej odniosą do nieba [ending]


