Song Cover Image

Król na jałowym pniu (Litania)

Ziemia ma kolor zgliszcz i zdechłej wiary Pcham palce w popiół, szukam tam tchu. Nic tu nie znajdę, bo nic nie urosło. W jałowym piachu tylko zapach snu Piasek w zębach chrupie jak szkło Wokół mnie tylko spękane dno Nie szukam swej siły w modlitwie Znajduję ją w brudnym paznokciu Gdy dłoń z niedźwiedziem się zetknie Ta spalona ziemia nabierze znów tchu Mówili: „tu nie wyjdzie nawet chwast” Więc karmię ten korzeń własną żółcią Gdy grunt jest pusty, siłę biorę z ran Niech patrzą, jak pęka ta jałowość Zdarłem skórę, by stać się tą korą Wypita woda? Nie, wypity ból Teraz to drzewo to moja zapora Jestem tu panem. Ja, na śmietniku Król Nie szukam swej siły w modlitwie Znajduję ją w brudnym paznokciu Gdy dłoń z niedźwiedziem się zetknie Ta spalona ziemia nabierze znów tchu To nie jest odcisk na starym pniu To moje palce, co puchną w pazury Czuję, jak skóra pęka na stawach Wychodzi niedźwiedź – głodny i silny... Wbijam te szpony w martwą arterię Niech ta dąbrowa poczuje mój oddech Z ludzkiej miękkości zostało wspomnienie Teraz jest siła i dębowy sznyt! Nie pytam o drogę, to ja nią jestem. Wyrytą łapą w spalonym drwie Mam w garści ziemię, co była jałową Teraz już rodzi. Już o mnie wie!