
<verse> Miałam ogród pełen jasnych róż A w oknach firanki z najcieńszego lnu Lecz przyszło coś cicho, jak siwy kurz I kradnie mi światło i roztacza chłód To nie jest deszcz, co o szyby drży To nie jest wiatr, co zaplątał się w kłosy To szklane pająki tkają moje dni I sypią mi szron na rozpuszczone włosy. <pre-chorus> I herbata stygnie, choć wrzątek w nią lałam Zostałam tu sama, taka całkiem mała. <chorus> Bo beznadziejnie tka się ten mój świat Gdy w samym środku zamieszkał ten chłód To cichy złodziej, co zaciera swój ślad I serca puls zamienia w nieustanny głód. Ta rdza na koronkach, ten pył na dnie słońca Niszczy mnie powoli, tak bez żadnego końca... A miało być „ach”, a miało być „och” A został tylko ten sypiący się proch. <verse> Zegar na ścianie ma zmęczony głos Wybija minuty jak ciężkie kamienie Ktoś chyba pomylił mój marny los I wpisał w nuty to głuche milczenie. To we mnie rośnie, ten cierń, ten chwast I dusi te kwiaty, nie daje im żyć Zgasły latarnie w każdym z moich miast Nie mam już siły tej nitki dalej wić. <chorus> Bo beznadziejnie tka się ten mój świat Gdy w samym środku zamieszkał ten chłód To cichy złodziej, co zaciera swój ślad I serca puls zamienia w nieustanny głód. Ta rdza na koronkach, ten pył na dnie słońca Niszczy mnie powoli, tak bez żadnego końca... A miało być „ach”, a miało być „och” A został tylko ten sypiący się proch. <Bridge> To nieproszony gość, co zamyka drzwi Zabiera mi klucz do moich własnych dni... Zostawia tylko mgłę... Tylko tę gęstą mgłę... I utkaną sieć która więzi mnie. <Outro> Więdną moje róże... Pękają talerze... W nic już tak ładnie, tak ślicznie nie wierzę.



