Druga w nocy Ekran parzy mi twarz Niebieskim jadem W gardle piach Ślina zaschła od nadmiaru bzdur Szkło telefonu drży od powiadomień Algorytm karmi się wściekłością A w moim pokoju Pachnie spaloną ładowarką i sosnowym drewnem Czuję ten dym W głowie trzaski napotykają chłodną leśną barierę Tętno zwalnia Żar pod moimi żebrami nie potrzebuje waszego prądu Sypię popiół na matrycę Czarne licho idzie w las Brakuje wam kredek na mój świat Więc pogryźcie się sami Ja pas! Ciasna ławka rzędy głów Biała kreda i chłodny schemat Chcieli nas zlepić z jednej gliny Jak tanie garnki na taśmie Mówili: bądź cicho stój w szeregu Maluj tylko wewnątrz linii Ale moje kolory od zawsze Rozlewały się jak krew na śniegu Dzisiaj te same dzieciaki Sformatowane w tamtych ławkach... Klonują swój jad na profilach Stado plastikowych wilków gapi się w szkło I czeka.na mój błąd Kiedyś biegłem żeby oddać cios Dzisiaj stoję i patrzę Sto profili jeden lęk Puste tarcze w cyfrowym teatrze Wyciszam telefon Kładę go ekranem do blatu niech zdycha Zdejmuję buty. Czuję wilgotny chłód pod stopami Zostawiam wasz sabat Idę ścieżką którą wydeptuję sam Niosę swój ogień Choćby miał stopić wasze sny Nie karmię waszych demonów Znikam nagle Sypię popiół na matrycę Czarne licho idzie w las Brakuje wam kredek na mój świat Więc pogryźcie się sami Ja pas! Pogryźcie się sami... Ja pas.