
Lotnik skrzydlaty władca Świata bez granic Ze śmierci drwi, w twarz się życiu głośno śmieje Drogę do nieba skraca Przestrzeń ma za nic Smutki mu z czoła pęd zwieje Jak równo silnik gra Jak śmiało śmigło tnie Już ginie pośród chmur najśmielszych orłów niebotyczny ślad Nie straszny mrok i mgła Nie straszny wiatr, co dmie Jesteśmy od Ikara mędrsi o tysiące lat Czasem silnika konie Ogniem się rozpalą Przyczajone śmigło przetnie spadochronu śliską nić Męczy się mózg i dłonie Serca w piersiach walą Bośmy młodzi, chcemy zwycięstw, chcemy żyć A jeśli z nas Ktoś legnie wśród szaleńczych jazd Czerwieńszy będzie kwadrat, nasz lotniczy znak Znów pełny gaz Bo cóż, że spadła któraś z gwiazd Gdy cała wnet eskadra pomknie na szlak A tych, co pozostali Trwoga nie przenika Radość skrzydła nam rozwija Nie przeraża z śmigieł krzyż Nigdy nie ścichnie w dali Mocny głos silnika Lecieć, a nie dać się mijać Zawsze wzwyż Srebrne Kościuszki kosy Lśnią na maszynie Kształt rogatywki na gwiaździstym tle sztandaru Łączą się krajów losy W braterskim czynie Krew za krew, naród za naród Zawrót, korkociąg śmiały I linek wycie I wyrównanie, aż się zgięły kwiaty jasne Krąg ziemi oszalały Ginie w błękicie Pięć części świata za ciasne

