
Gdzieś wysoko — bardzo wysoko, na szczycie góry, tam, gdzie nie sięga ludzkie oko. Widok bezcenny, nieopisany, a jednak wdzięczny, jakby świat milczał w zachwycie nad samym sobą. Przeszywa ducha, paraliżuje ciało — to stan, którego pragnąłem od dawna. Wysokość ta nie jest z kamienia, lecz z ciszy, z pokory, z poznania. Smakuje najlepiej, gdy widok wcześniej był nieznany, a serce wznosi się wyżej niż oddech. Wiara jest zapłatą, cel — osiągalny, gdy wreszcie pojmiesz, że szczyt nie jest miejscem, lecz stanem istnienia.

