[Intro] Yeah… Poranek? Nie, to wojna od świtu Miasto nie śpi – tylko czeka na błąd [Zwrotka 1] Budzik wyje jak syrena, głowa ciężka jak beton Wchodzę w dzień bez planu – tylko chaos i beton Telefon milczy – ale problemy dzwonią same Każdy ruch jak domino – przewracam kolejną ścianę Taxi nie przyjeżdża, autobus już dawno pojechał Los się śmieje w twarz – mówi: “stary, dziś przejeb*a” Każdy krok to mina, każdy ziomek coś chce Zaufanie? Tu się kończy zanim jeszcze zacznie się dzień [Refren] To mój poranek – bez kontroli, bez zasad Kojot biegnie – choć grunt się usuwa spod świata Tu nie ma pauzy – tylko jazda bez trzymanki Albo przeżyjesz… albo znikasz jak poranki [Zwrotka 2] Ktoś mnie śledzi, ktoś mnie sprawdza, ktoś coś knuje Między blokiem a meliną – każdy swoją grę buduje Z kieszeni zero – ale stres waży tonę Tu się płaci błędami, a nie tylko zielonym Miłość? Ha – to tylko kolejny problem w pakiecie Jedno słowo za dużo i już leżysz na betonie w świecie Kumple zmieniają twarze szybciej niż pogoda Dziś brat – jutro cień, taka tu jest przygoda [Refren] To mój poranek – bez kontroli, bez zasad Kojot biegnie – choć grunt się usuwa spod świata Tu nie ma pauzy – tylko jazda bez trzymanki Albo przeżyjesz… albo znikasz jak poranki [Bridge] Wszystko się sypie, ale dalej idę Śmiech przez zęby – bo nie mam już siły na wstyd Ten dzień mnie zjada, ale nie pękam Bo wiem – jutro znów wstanę i zacznę od zera [Zwrotka 3] To nie film – tu nie cofniesz sceny Każdy wybór ma wagę – nawet gdy jesteś w ciemni Kojot w biegu – nie patrzy za siebie Bo jak się zatrzymasz – to już nie podniesiesz się z gleby [Outro] Poranek minął… ale wojna trwa Miasto oddycha – a ja razem z nim gram


