
[Verse 1] Przyszedł kum do kuma w niedzielne południe, Gospodarz ugościł pięknie i cudnie. Miska pełna pierogów, okrasa aż pływa, Kum zajada ze smakiem, kieliszek nalewa. Tylko jedna rzecz go męczy i deprymuje: Wielki pies pod stołem bacznie go miarkuje. [Chorus] Kume, drogi kume, czemu ten pies stoi? Wlepia we mnie ślepia, czy on mnie się boi? Warzy wzrokiem każdy kęs, aż mi staje w gardle kęs! Kume, drogi kume, odwołaj to zwierzę, Bo jak tak się gapi, to ja w nic nie wierzę! [Verse 2] Zjadł jednego, zjadł drugiego, pies przysiada bliżej, Warczeć nie warczy, ale nos ma wyżej. Oczy jak talary, ślina z pyska kapie, Kum widelcem trzęsie, za serce się łapie: „Kume, na miłość boską, czy on kogoś ugryzł?” Gospodarz się śmieje i wąsa zakręcił: [Bridge] „Nie bójcie się, kume, on łagodny jak baranek... On po prostu zawsze tak patrzy na ludzi, Kiedy jedzą z jego miski!” [Chorus] Z jego miski jedzą! O Jezu kochany! Pies czeka na zwrot swojej porcelany! Kum rzucił widelcem, pod stół miskę pcha, A wesoła orkiestra do rozpuku gra! [Outro] Smacznego, kume! Piesek dziękuje za obiad!

