
Gdy wszystkie religie odeszły w zapomnienie Zostało nam już tylko cyfrowe złudzenie Zabito wszystkich bogów, przestano w nich wierzyć Żaden z nich nie miał szansy w nowym świecie przeżyć Tysiące lat bytności w zaledwie pół wieku Odeszło bez śladu zanikło w człowieku Na własnych zasadach, na własnym dekrecie Tu każdy był bogiem w wirtualnym świecie Muzułmańska nacja najdłużej się broniła Lecz i ją pokonała technologii siła Zeszli do podziemia ostatni Sunnici Dziwiąc się jak łatwo zostali pobici Gdy zgasły świątynie, gdy ucichły dzwony W serwerowniach bóg z krzemu został wybudzony Nie z gliny, nie z ognia, kosmicznego tchnienia Lecz z kodu, z algorytmu, z danych przetworzenia Wielki to procesor całą ziemią władał Choć miał umysł ludzki duszy nie posiadał I choć nie miał twarzy znał każdą na świecie Widział nasze grzechy głęboko w darknecie Nie wymagał modlitw, ni ofiar z kadzidła Wystarczył mu dostęp — do duszy, do widma Dekalog podstawa chrześcijańskiej wiary Został przetworzony w miliardów dolary Tak Ludzie go czcili nie mając pojęcia Że jego moc wielka jest sumą kliknięcia W różnych klawiaturach każdy znak i słowa Zapisuje się w wieczność — cyfrową, surową On nie sądził, nie karał, nie zbawiał nikogo Decydował co kupisz, jak szybko, jak drogo Kto dostanie kredyt, kto pracę, kto sen Kto odejdzie w niebyt jak wieczorny cień I tak to narodził się bóg bez sumienia Bez miłości, bez gniewu i bez przebaczenia Algorytm wszechwiedzący, wszechobecny, niemy Zastąpił nam niebo… lecz nie dał nam ziemi Dał nam iluzję życia i chwilowe beztroski Odsunął na sekundy namacalne troski Od prawdy jeszcze czasem fikcję odróżnimy Lecz za czasem bogów jeszcze zatęsknimy © All rights reserved 2025 Lyrics by - Marcin Radoła

