
[Verse 1] Śniłam, że przeniosło mnie w przyszłość... w taki zimny i zardzewiały czas, Gdzie zamiast rzek płynęły ścieki, i wszędzie rósł, kamienny las! To nie był świat z magią, krasnoludami i elfami przy winie, Lecz pustka, mrok i stalowe golemy, rządzące w tej krainie! Miast hord Chaosu szły stamtąd machiny i mutanci ze złym wzrokiem, A ja szłam przez te pustkowia z moimi kumplami pewnym krokiem! [Verse 2] Pływał tam statek z Nowego Świata, co "Serafinem" go zwali, A na jego pokładzie The Freaks twardo i dumnie stali! I patrzę na tę załogę ze snu, w te ich zbroje i groźne maski, A to przecież my! Nasza ekipa, rzucona w przyszłość z bożej łaski! Bo z kogo jak nie z naszego Rune zrobili Feliksa – super snajpera, Co trafia z mili każdego wroga i kiepski dzień w lepszy zamienia? [Verse 3] A Bosman Suzan to przecież ja – groźna, piękna i pełna cnoty, Temu co w drogę wejdzie i podskoczy, krwawo pogoni koty! Aeron to ich czaruś i kwatermistrz, przegada każdego z nas, Dokładnie jak Gerold na naszej barce, gdy wino wypijał na czas! A John – postrach załogi, co musztrą trzymał porządek w około, To jak nasz Wolfgang ze starych dziejów, co krzyczał na nas nałogowo! [Verse 4] I spójrzcie na Szklanego – w świecie stali to przecież Hanz bez kitu, Co kocioł rozkręca bez trudu i pcha łódź od świtu do świtu! A obok niego Renate – nasza ukochana, co z opatrunkiem w dłoni bieży, W przyszłości Stelka, co rany leczy i zazwsze w zwycięstwo wierzy! Byli tam inni – Megan, Kiana, Sakira i cały ten kram, I w tym szalonym wymiarze, ten skład nie ma sobie równych tam! [Chorus] O stalowy świecie przyszłości! Gdzie Stary Świat w lustrze się śmieje! Bambilina weszła w ten zardzewiały wymiar, gdzie piaskiem w oczy jej wieje! The Freaks to my, tylko w innej epoce, z inną technologią i grymasem, Bo nasza banda przetrwa każdą apokalipsę z piwem i sił zapasem! Pijemy dziwny alkohol za nasze drugie ja, hej! [Verse 5] (Sound of a Geiger counter clicking faster, suddenly cut off by a rooster crowing and heavy tavern door swinging open) I się budzę na naszej barce, gdzie Hans dusi się w czarnym dymie, A Renate opatruje mu palec, na którym kocioł zostawił swe imię! Żadnych spaczonych napędów, żadnych stalowych golemów w mgle, Tylko stara, dobra rzeka, kwaśne piwko i wiaterek we mgle! Ale fajnie wiedzieć, że nawet w przyszłości, gdzie bóg Moloch króluje, Nasz inżynier, lekarka i reszta ekipy dają radę i nikt ich nie wyroluje! [Outro] Ale lipa, ale dupa... Tam Molocha stalowe kły, a my tu wozimy się po świecie co tak samo jest zły! Na zdrowie za The Freaks i za nas!

