
Teraz schodzę ze sceny, ale ta noc się jeszcze nie skończyła Cała jestem słodko spocona, pod pierwszą skórą płyny się grzeją Ty byłeś obok mnie i robiłeś wszystko, bym dobrze się czuła Twa gitara nadaje rytm memu ciału Nikt nie czuje mnie bardziej niż ty Dwie skóry, dwie skóry Pod pierwszą ja cała Dwie skóry, dwie skóry I wciąż jest mi ciebie mało mmmm... Pragnę, by to co na scenie trwało Byś to robił dalej, byś poruszył moje struny Pociągnij suwak mojego futerału Dotknij moje wnętrze swymi sprawnymi palcami Graj na mnie, chcę poczuć dreszcz pioruna Twoje palce biegną po progach moich nerwów Wibrują w unisonie z każdym drżącym oddechem. Dwie skóry, dwie skóry uff.... Nie zatrzymuj się, rozedrgaj te struny głębiej Niech echo twojego dotyku wypełni mnie falą tsunami Czuję, jak napięcie rośnie w tobie, w nas Twoja fala niech napiera, jestem gotowa zawsze byłam Przyspiesz rytm, graj forte, graj dziko Niech pot spływa jak melodia, co pali skórę Dwie skóry, dwie skóry Pod drugą – ja płonąca, rozpalona Dwie skóry, dwie skóry Rozchyl mnie szerzej, skrusz te mury Chcę, byś pociągnął mocniej, nie już nie czuję barier Niech twoje usta staną się smyczkiem na moich wargach Wbij się we mnie jak akord dysonansowy, ostry A potem rozpuść w harmonii, co eksploduje w orgaźmie Twoje oczy – reflektory sceny, co palą mnie wzrokiem Ciało twoje – perkusja, co bije w moje biodra Niech ta noc wybuchnie jak finał symfonii Gdzie ja – instrument, ty – maestro bez monotonii Dwie skóry, dwie skóry Pod nimi – my, splątani w ekstazie Dwie skóry, dwie skóry Już nie chcę więcej – chcę wszystko, tu teraz! I gdy dreszcz pioruna przeszyje nas oboje Opadniemy w ciszę, ale z iskrami w żyłach Ta melodia nie kończy się, gra dalej mmm...aah... W niekończącej się nocy, gdzie podniecenie rodzi się od nowa.

