Song Cover Image

Tolerancja - Dziwna Substancja #Myślozbrodnia

[Intro] [Scratch, distorted voices] "Wszyscy jesteśmy równi..." "Ale niektórzy są równiejsi..." "Tolerancja? To zależy kogo pytasz." [Verse 1] Na flagach ich barwy, na ziemi inne sztandary zdeptane, Budują miasta z lukru i społeczeństwo roześmiane. Usta ich pełne wolności, jakby to był obowiązek święty, Lecz ukradkiem tną kable, by głos prawdy był zamknięty. Ich świat jak trawnik, gdzie wyrywa się chwasty złych myśli, Bo pasują do pejzażu tylko ci, co im się w nocy właściwy sen przyśni. Dokładnie ten sam, co im – sny sformatowane, Reszta to błąd w systemie, rany niezaleczone, niechciane. [Verse 2] Wchodzę w to miasto, gdzie wolność ma filtr na obiektywie, Tu kochasz bliźniego, ale tylko gdy myśli właściwie. To selektywny dobór, ideologiczna hodowla, Masz być jak odlew z formy, inaczej spadasz z siodła. Mówią o inkluzji, budując mur wyższy niż w Berlinie, Ich empatia kończy się tam, gdzie twój pogląd wypłynie. Bo gdy myślisz inaczej - nie pasujesz do wzoru, Zostajesz wycięty z kadru, pozbawiony koloru. Jak materia i antymateria w jednym uścisku, One nie chcą dialogu, chcą tylko własnego rozbłysku. [Chorus] Tolerancja – dziwna substancja, Żrący kwas - ubrany w białe rękawiczki. To nie most, to kolejna instancja, By nas odstawić w kąt, jak brudne popielniczki, Sączą z ekranów nektar , co smakuje jak ocet, W imię otwartych drzwi, ryglują dobre moce. Kochają ludzkość, nienawidząc człowieka. A ich racja jest jak jedynie słuszna informacji rzeka. [Verse 3] Mówią, masz prawo być kim chcesz, ale musisz być z nami! Inaczej twój język giętki, zatkany zostanie kneblami. Katalog uczuć szeroki, a spis czynów i słów zakazanych, Rośnie szybciej niż duma w oczach tych „wybranych”. Deklarują empatię, tnąc chirurgicznie istnienie, To nie jest dialog, to proces ciągle niszczący sumienie. Jeśli nie mieścisz się w ramie, którą system ci wykuł, Twój głos zostanie szeptem, echem w niemym krzyku. [Chorus] Tolerancja – dziwna substancja, Żrący kwas - ubrany w białe rękawiczki. To nie most, to kolejna instancja, By nas odstawić w kąt, jak brudne popielniczki, Sączą z ekranów nektar , co smakuje jak ocet, W imię otwartych drzwi, ryglują dobre moce. Kochają ludzkość, nienawidząc człowieka. A ich racja jest jak jedynie słuszna informacji rzeka. [Bridge] Gdy jedna strona klucz trzyma do definicji dobra, Każda inna jest dla niej jak pełna jadu kobra. Hipokryzja wciąż tańczy na grobie autentyczności, Wznoszony jest toast za wolność... w klatce z własnej wolności. Czym awers bez rewersu, to przecież ta sama moneta, Oni widzą tylko reszkę, orzeł to dla nich tandeta. Tolerancyjna selekcja, filtr nałożony na oczy, Kto z nimi nie idzie w marszu, ten w przepaść właśnie kroczy. [Chorus] Tolerancja – dziwna substancja, Żrący kwas - ubrany w białe rękawiczki. To nie most, to kolejna instancja, By nas odstawić w kąt, jak brudne popielniczki, Sączą z ekranów nektar , co smakuje jak ocet, W imię otwartych drzwi, ryglują dobre moce. Kochają ludzkość, nienawidząc człowieka. A ich racja jest jak jedynie słuszna informacji rzeka. [Verse 4] To jest entropia empatii, śmierć więzi pod maską zgody. Dają pić spragnionym lecz najpierw sprawdzają dowody Czy robisz i mówisz to samo, co oni w tym swoim kurniku, i nie spodziewasz się prawdy w żadnym ich podręczniku. Głoszą wolność słowa, dopóki ich prawda nie boli, Zamykają tych w klatkach, co nie chcą grać w ich roli Dziwna substancja w głąb wsiąka i zatruwa korzenie, Zamiast budować jedność, cieni hoduje pokolenie. [Chorus] Tolerancja – dziwna substancja, Żrący kwas - ubrany w białe rękawiczki. To nie most, to kolejna instancja, By nas odstawić w kąt, jak brudne popielniczki, Sączą z ekranów nektar , co smakuje jak ocet, W imię otwartych drzwi, ryglują dobre moce. Kochają ludzkość, nienawidząc człowieka. A ich racja jest jak jedynie słuszna informacji rzeka. [Outro] Tolerancja, dziwna substancja... Zmienia kształt, zależnie od tego, kto trzyma naczynie... Trucizna... w przebraniu leku... Tolerujemy wszystkich... oprócz ciebie człowieku... [End]