
Tu, tu. Gdzie? Tu. Gdzie? Tu. (eah) Tu, tu tup, tup, tu. Tu, tu, tup, tup, tu. Tu, tu, tup, tup, tu. Uuuuuu! Tup, tup, tup, tu. Tu, gdzie woda w Dimcaju, u podnuża Taurusu, tysiące turystów z miastem się żegnając, co dnia odwiedzają zanurzone w strumieniu altany kawiarni pod szczytami i tamę. Na ściany z wapienia i zarośla trawy, na wodospady z szumem wpadające do rzeki nurtu, patrzeć będę siedząc w jednej z knajp na wodzie, (e) popijając chłodne jak jej wody piwo, (e) chwilę przed wspinaniem się kilometrami, (a) nie unikając piekielnego żaru. Jeszcze mnie nie pogrzało - niejeden pomyśli, (a) zanurzając stopy, w cieniu parasoli - (a) aby porywać się na wędrówki, tam gdzie cykad na tymbalach grane pieśni zalotne już nie docierają. (u) Tu, tu, tu, tu. Ja nie będę błądził na górskich bezdrożach, jak Ikar po niebie, pod tarpem się schowam. Na chwilę. Za moment znów gorąca głowa. W końcu ze szczytu spojrzę. Wokół zarys szczytów, w dole parasole - kolorowe punkty i stojąc samotnie krzyknę zachwycony: - Ale tu pięknie! O ja pierdolę! Tu, tu tup, tup, tu. Tu, tu, tup, tup, tu. Tu, tu, tup, tup, tu. Uuuuuu! Tup, tup, tup, tu.

