
[Zwrotka 1] Cały rok goniłam za kolejnym dniem, A życie po cichu mijało gdzieś obok mnie. Mówiłam: „Jeszcze to domknę, potem odetchnę”… Aż lato przyszło… cichutko, nieśpiesznie. W końcu pachnie lipą, nie tylko pośpiechem, Mogę poczuć smak lata każdym swym oddechem. [Refren] Lato na bosaka — budzi się moje ciało, Jakby wszystko we mnie znowu oddychało. Wystarczyło zwolnić, żeby poczuć wiatr, I zobaczyć nagle, jaki piękny świat. [Zwrotka 2] Po troskach został tylko kurz, Pod stopami ciepły piasek już. Cień pachnącej lipy tulił letni dzień, Jakby całe lato chciało objąć mnie. Pomost grzał od słońca, jezioro jak szkło, Wiatr zabierał z serca to, co bolało. Nagle wszystko inny sens już miało. To nie świat się zmienił ani nowy czas… To ja spojrzałam w siebie pierwszy raz. [Refren] Lato na bosaka — budzi się moje ciało, Jakby wszystko we mnie znowu oddychało. Wystarczyło zwolnić, żeby poczuć wiatr, I zobaczyć nagle, jaki piękny świat. [Przejście] I właśnie wtedy, gdy spokojnie płynął czas, Nagle pojawił się ktoś — zwyczajnie, ot tak. Nie wiadomo skąd przyszedł… cichutko, nieśpiesznie, I nagle zwykłe chwile znaczyły coś więcej. [Zwrotka 3] Ja nie szukam wielkich słów — wystarczą małe gesty, Paragon za lody i dwa uśmiechy zamiast reszty. Dwie łyżeczki, jedna ławka, ciepły zmierzch… I wystarczyło tyle, żeby znów znaleźć sens. [Przejście] Teraz już wiem… [Bridge] Cały rok goniłam każdy dzień, A szczęście szło tuż obok mnie. Dopiero gdy zwolniłam bieg, Zrozumiałam… szczęście jest. [Refren finałowy] Lato na bosaka — zbudziło moje ciało, Wszystko znowu we mnie naprawdę oddychało. Bo szczęście było bliżej, niż mogłabym śnić, Wystarczyło zwolnić… i po prostu żyć. Lato na bosaka… nic więcej nie trzeba. Garść ciepłej ziemi i błękitu nieba. Najpiękniejsze lato nie przyszło z daleka, Przyszło wtedy, gdy przestałam uciekać

