
[Intro] "Dzień jak co dzień... a on znowu tu." Zwrotka 1: Siedzę przy oknie, poranna kawa, A on już leci — mistrz złego prawa. Nie boi się ludzi, nie zna manier, Na mój parapet — sru! — jak bombardier. [Chorus] Czemu, gołębiu, wybrałeś mnie? Parapet mój — to nie WC! Masz cały dach, masz drzew bez liku, A srasz na parapet … jakbyś miał to w grafiku! Zwrotka 2: Mam sztuczną sowę, kot też się czai, A jemu zwisa, że ktoś go gani. Patrzy bez wstydu, dumny jak król, I znowu zrzuca gołębi gnój. [Chorus] Czemu, gołębiu, wybrałeś mnie? Parapet mój — to nie WC! Masz cały dach, masz drzew bez liku, A srasz na parapet… jakbyś miał to w grafiku! Zwrotka 3: Dach cały czysty, drzew cała masa, Ale nie — mój parapet to jego szansa. Jakbym miał szyld: "Tu sraj codziennie!", Z mapą odchodów w wersji przestrzennej. [Chorus] Czemu, gołębiu, wybrałeś mnie? Parapet mój — to nie WC! Masz cały dach, masz drzew bez liku, A srasz na parapet … jakbyś miał to w grafiku! Zwrotka 4: Dałem się spokój — dałem mu ziarna, Myślałem: „Może dusza ofiarna?” A on mi w podzięce, w stylu gangstera, Nasrał na parapet. Znowu cholera! [Chorus] Czemu, gołębiu, wybrałeś mnie? Parapet mój —to nie WC! Może się śmiejesz, może to kpina... Ale mój parapet — to nie latryna. [Outro: Slowdown at the end of the final chorus, ending with a comedic harmonica flourish and optional line]: I tak sobie żyjemy — ja, kawa... i jego gówniany raj

