[Zwrotka 1] Drogi Pamiętniku, czy przyniesiesz mi ukojenie? Pragnę zacząć, by nie kończyć, zaczynam pisać, by nerwy uwolnić. Tkwię w tym szaleństwie — kocham, cierpię, próbuję zrozumieć bezkres, przytłaczający stres. [Refren] Gdy zniknę — powiem ci: to był mój grzech, ten ciągły lęk, co dławił mnie. Coś się kończy, coś rodzi się, a ja w tym wszystkim — gubię sens. Gdy zniknę — zapamiętaj mnie: nie byłem snem, tylko człowiekiem na dnie. [Zwrotka 2] Owszem, wiem — masz żal, ale policz swój wkład. Którą z moich wad karmiłeś, kiedy obok stałeś latami tak? Te wszystkie lata — szukanie rozwiązań, a dziś stawiasz mnie nagiego, bez szacunku, bez uznania. W złym świetle wizerunku, jakbym sam był winien wszystkiemu, jakbyś nigdy nie podał ręki człowiekowi na dnie własnemu. [Refren] Gdy zniknę — powiem ci: to był mój grzech, ten ciągły lęk, co dławił mnie. Coś się kończy, coś rodzi się, a ja w tym wszystkim — gubię sens. Gdy zniknę — zapamiętaj mnie: nie byłem snem, tylko człowiekiem na dnie. [Bridge] Źle mi patrzeć w lustro… Kiedyś widziałem bóstwo. Dziś widzę cień, oszustwo — rozbite własnym lustrem. Nienawidzę siebie — czy to już obłęd? Czy tylko krzyk duszy, który zgubił drogę? Bestia patrzy we mnie, mroczna agresja rośnie. Ciągnie mnie w dół — tam, gdzie presja ma głos. [Refren – kulminacja] Gdy zniknę — powiem ci: to był mój grzech, ten ciągły lęk, co dławił mnie. Ale coś we mnie jeszcze tli się — iskra, co nie chce zgasnąć w tle. Gdy zniknę — niech świat wie: byłem sobą, nawet gdy tonąłem we mgle. [Outro] Coś się kończy… coś rodzi na nowo. Przepraszam. Zawsze byłem sobą.