
[Zwrotka I – 1. osoba] Wchodzę w noc, gdzie każdy szept kaleczy mi płuca, Czuję, jak niepokój znów pazurami w głowie stuka. Kręcę się w kółko jak labirynt, co śmieje się ze mnie, Chcę krzyczeć, ale echo tylko wkurwia się wewnętrznie. Widzę cienie, każdy z nich zna moje słabości, Tańczą jak demony, karmią się krwią mojej złości. Idę dalej, choć każdy krok brzmi jak wyrok, a serce wali jak bęben [Refren – 1. i 3. osoba, przeplatanie] Ja wchodzę w chaos, on oddycha mi w twarz, On patrzy z góry – mówi: „stary, i tak się nie wyrwiesz, patrz”. On widzi, jak gasnę, jak walczę, jak spadam, A ja – mimo wszystko – nadal wstaję i napierdalam. Labirynt mnie zna, labirynt mnie woła, A ja odpieram szept: „nie złamiesz mnie !?”. [Zwrotka II – 3. osoba] On idzie przez mrok...niesie w sobie burzę i gniew, W kieszeniach trzyma strach, który dawno przestał być lękiem. Niebo nad nim trzeszczy jak pęknięty mural, Droga przed nim krwawa, a mimo to wygląda dumnie, jak król sam. Obserwuje go cień, co mówi zbyt głośno, Słowa jak trucizna – powoli, ale pewnie wchodzą. A jednak on walczy, bo w środku ma iskrę, Co żre jego duszę, ale daje rytm, bunt i błysk. [Bridge – 1. osoba] Chcę wyrwać z gardła każdy krzyk, który tłukł mnie latami, Niech te wszystkie myśli spierdalają gdzieś z demonami. W końcu oddycham – choć powietrze tu gęste jak smoła, Ale pieprzyć to, idę dalej, bo wiem, że mogę coś dobić – nawet potwora. [Refren – pełna moc] Ja wchodzę w chaos, on oddycha mi w twarz, On patrzy z góry – mówi: „stary, i tak się nie wyrwiesz, patrz”. On widzi, jak gasnę, jak walczę, jak spadam, A ja – mimo wszystko – nadal wstaję i napierdalam. Labirynt mnie zna, labirynt mnie woła, A ja odpieram szept: „nie złamiesz mnie !?”. [OUTRO] Zamykam oczy, a ten labirynt wciąż oddycha mi w kark, słyszę szepty jakby znały każdy mój cholerny lęk i każdy znak. Ściany pulsują, jakby czekały aż zrobię ten jeden, ostatni krok — a ja już nie wiem, czy to dalej ja, czy tylko cień, I jeśli to koniec, to niech przyjdzie bez fanfar, bez świateł, bez łaski — tylko surowy mrok, jak stary zardzewiały altar. Bo nawet jeśli spadnę, to spadnę głośno, gdyby w tym pieprzonym chaosie chciał usłyszeć ktoś, A gdy przygaśnie echo i zostanie tylko cisza — niech niesie moje imię tak długo, aż ktoś je zapisze. Może w soplach krzyku, może w popiele dnia… Bo ten labirynt mnie nie zje. To ja zrobię w nim ślad.

