
[Intro] Możesz dać słowo, ale potem nie dać rady Ale chociaż spróbuj, zamiast stać i bać sie sparzyć Wiem, że to ciężki temat, dla nich tak jak śmierć i zdrady Bo te kurwy są na diecie i ich słowo nic nie waży Ey, ey, ey [Verse 1] Złożą puste obietnice i to nie do końca prawda Bo są pełne cwaniactwa, obłudy i kłamstwa Wszystko robią na pół gwizdka, za to jest czerwona kartka To ten "Moralny Niepokój", choć nie mówię tego w żartach Już ich słowa to kabaret, "Ani Mru-mru" - cisza złotem Wasze zdania bez pokrycia, "Limo" zakryjesz pod okiem Bo sie sama pięść zaciska, aż ciśnienie wbija w fotel Sumienie miesza się z gniewem, kiedy honor mieszasz z błotem, To nie groźba - ostrzeżenie, ogłoszenie - taki apel Że ta droga którą idziesz, zapewni ci tylko stratę To wzorowe zachowanie, no a mówiąc to inaczej To już dawno znam wasz patern, drogi wasze - mam na mapie I nie mówiąc tylko w rapie, ale nawet też na żywo Niech tą drogą sobie idą - wbije gwoździe waszym krzyżom Nie zrozumiesz prostej prawdy, wolisz kurwą być fałszywą Napisałem tyle linii, ta powinna być kursywą... ey [Interlude] Niech się wstydzą... Ja to w tekście rzucam mięsem i na żywo rzucę kurwą Nie dosłownie, ale może czas zacząć...(hehe) Pozdro Szpaq, każdy wie, że czasem trzeba wrzucić turbo Bo te ładne słowa nie zawsze wystarczą... ey, [Verse 2] Mówicie tak dużo, ale cisza mówi więcej Każde zdanie zawinięte, ładnie bo ma puste wnętrze Owinięty w ładną pętle, słyszę znowu brudny sentence Żmija albo serpent, wbiją kły ci w prosto w serce Raz chcą teraz, potem zaraz, zmiana zdania jak skarpetki Chyba wieje wiatr na morzu, bo sie chwieją chorągiewki Już nie od dziś leją wodę - zapełniłem z trzy butelki Tak to leci w nieskończoność, tej podobnej do ósemki Zawsze jest "zaraz", "chyba", "jutro" i "raczej" Ale twoje jutro - ma przeterminowaną datę Pogadaj tak dalej and lets see what happens Do oszustwa macie zapęd - jak Posejdon do Aten Lecą w chuja od tak dawna, zapomnieli co to konkret Zamiast w oczy, patrzą w portfel, wiem - nikt nie był waszym wzorcem Ta fałszywość była matką, a oszustwo było ojcem Rodziny się nie wybiera, ale można zrobić postęp. [Outro] Dziś zahaczam o moralność, bo kupiłem nową żyłkę Łowie wszystkich leszczy na nią, dla nich zawsze będę wilkiem Karmię się ciepłym posiłkiem, serce lodem, bo jest winter Ale dla nich to jak jesień, puste łby nakarmię liściem

