
Upadek króla północy
Jak Cień po ziemi cicho płynął, Zimny wiatr po twarzy go smagał.. Sam kroczył tam, gdzie światła gasną, Serce złe, niebo bało się go. Tron swój wzniósł na cudzym cierpieniu, Uśmiechem maskował wyrządzoną krzywdę.. Szepty szły krok w krok za każdym ruchem jego, A on wierzył, że noc nigdy nie zniknie. Vox aeternum… mrok go wzywa… Głosy starożytne ostrzegają go Vox aeternum… światło gaśnie… Lecz on słońca wschód odrzucił znów. Król północy teraz pada, Rozbity prawdą, której się bał. Kłamstwa jego płoną w ogniu, Każdy szept w łzach już milknie nam. O, król północy pada — w dół, Żadna korona nie uratuje go! Kochał blask mocniej niż czyjeś serce, Uśmiech malowany krył pusty cel. Tańczył w ogniu własnej zguby, Próbując przyćmić twarzy swej czerń. Ogień migocze… miasto zastyga. Kroki odbijają się jak zegara bicie. Cienie wydłużają się, wołając jego imię — A on wie, że sam jest temu winien. Sileo! Ultima hora venit! Nulla fuga! („Nie ma ucieczki!”)


