Zostań — mówisz. Dajmy sobie szansę. Chcesz być przy mnie, chcesz otulić mnie Twoją siłą dnia codziennego, nawet jeśli się boisz. A ja stale uciekam, boję się, że nie ułoży się. Może tak mam, to nie Twoja wina. To przeszłość zabiera mnie i uciekam, uciekam. Nie chcę Cię ranić, nie chcę ponownie zaufać, a później rozdrapane serce, całe ciało w ranach. Zrozum... Nie wiem, nie wiem, ale uciekam, uciekam, bo boję się, boję się. Nie chcę Cię ranić, nie chcę Cię ranić. Dajmy sobie — mówisz — dajmy sobie czas. Ale co będzie potem, gdy odkryjesz moje rany? Co będzie dalej, gdy odkryjesz moje rany? Nie ma się co blokować. Chcesz, bym wróciła, ale ja, ja stale uciekam, uciekam. Nie wiem, jak się zatrzymać, ale może, może przy Tobie odnajdę spokój. Może przy Tobie będę sobą. Ale boję się, boję się. Dajmy sobie — mówisz — szansę. Tak bardzo chcę odzyskać miłość, wiarę. Jak myślisz, dam radę? Dam radę? Tak bardzo chcę nareszcie poznać okruch miłości. A Ty stale zapewniasz, że zostanę z Tobą. Co myślisz? Poznać okruch miłości? Myślisz, że pozostanę? Dasz mi okruch miłości? Okruch miłości, okruch miłości, okruch miłości... Chyba spróbuję zaufać ponownie. Dlaczego nie? Może z okruchów miłości uda mi się odbudować swoją duszę. I razem z Tobą ułożę z okruchów Twojej i mojej miłości serce serc. Serce... Masz rację. Zaufam Tobie. Zaufam, bo odszukałeś mnie, odszukałeś mnie. Zaufam Tobie. Pokocham Cię.


