
Łóżko śmierdzi przeokrutnie Przepocona pościel cuchnie Cuchnę ja też, wszystko capi Już troszeczkę mnie to trapi... Miałam w końcu przebrać w świeże Ale dalej w brudnych leżę Aż sama nie wierzę! Jadźka mruczy mi na brzuchu Gdy tak leżę w tym bezruchu Gdy tak leżę w swoim smrodzie Od rana o chlebie i o wodzie... Już telefon ledwo zipi Przegrzewają mu się styki Z aplikacji mnie wywala A ja dalej napierdalam! Nowe songi ciągle tworzę O mój, kurwa, Boże! Kapkat skończył się na szczęście Może będę wolna wreszcie? Chyba że znów będę wieszczem! O ciasteczku w końcu może Jakieś ładne rymy złożę... Chyba jedno ciastko wrzucę Może wtedy wreszcie ruszę! Może z wyrka się zgramolę W coś świeżego je przebiorę Może nawet się wykąpię Chociaż w to już trochę wątpię... Już telefon ledwo zipi Przegrzewają mu się styki Z aplikacji mnie wywala A ja dalej napierdalam! Nowe songi ciągle tworzę O mój, kurwa, dobry Boże!

