
Jakże żałuję tej szczęśliwej pory, Kiedy stokrotki kwiatek pospolity Zdał mi się w cudne ubranym kolory I budził w sercu dziecinne zachwyty, I kiedy długie majowe wieczory Spędzałem, patrząc w Jasnych ócz błękity, Cichego szczęścia pełen i pokory, Bijący sercem, a nigdy niesyty. A choć to było kwiecie takie skromne, Nigdym się z prawdą marzeń nie rachował, Bom miał rozkoszą serce nieprzytomne; I kiedym usta różane całował, Tom nic nie pragnął i nic nie żałował - I dziś drżę jeszcze, gdy tę chwilę wspomnę... II Później, ach, wiele kwiatów egzotycznych Widziałem, pełnych piękności i woni. Dużo heroin znałem poetycznych, Niosących uśmiech, łzy i serca w dłoni... A przecież żaden z tych kwiatów rozlicznych Wspomnieniem szczęścia mnie teraz nie goni, I z tych postaci wzniosłych, eterycznych, Od melancholii żadna mnie nie broni! Bom się nie spotkał już z tym upojeniem, Co jedno drogę do szczęścia otwiera, Bez względu, czy jest prawdą, czy złudzeniem. Bez niego serce powoli zamiera I z ideałów blade maski zdziera, I żegna zwiędłe stokrotki westchnieniem...

