
Tysiąc lat minęło, Piastów chwała w pył, Ich rody stanęły przed trudną już chwilą: Czy wiernie służyć nowym władcom w boju, Czy szukać spokoju w pałuckim pokoju. Jeden z nich wybrał Żnina gród, Gdzie jego złoty chleb sławny szedł w lud. Ojciec – mistrzem mąki i chleba białego, A syn – nie chciał zostać przy piecu jego. Ojciec – Piekarz, syn – Piekarzewicz! Miecz wołał go, nie domowy płacz! Pas rycerski wziął, porzucił dzieżę, By z Jagiełłą gnać na krzyżackie wieże! W Żninie wrzał targ, chleb pachniał w rynku, A on w zbroi szedł przez kujawskie łęgi. Krzyżackie sztandary w proch strącał harde, Bo w sercu miał krew Piastów i Gniezna! Nie każdy syn pójdzie w ślady ojca, Jedni chleb pieką, drudzy – zbroją moc. Z Piekarzewicza ród nowy powstanie, Gdzie rycerz i piekarz – to jedna jest brać! Ojciec – Piekarz, syn – Piekarzewicz! Miecz wołał go, nie domowy płacz! Pas rycerski wziął, porzucił dzieżę, By z Jagiełłą gnać na krzyżackie wieże! Ojciec – Piekarz, syn – Piekarzewicz! Miecz wołał go, nie domowy płacz! Pas rycerski wziął, porzucił dzieżę, By z Jagiełłą gnać na krzyżackie wieże!

