
[Intro] (Ciężkie, powolne uderzenia pianina, w tle odgłosy skrzypiących drzwi i szum wiatru na pustyni) (Nigdzie... tu nie ma nikogo...) Dom pośrodku pustki. Strach ma wielkie oczy. Coś znowu w mroku za nami kroczy. [Verse 1] Piach dookoła, dom na pustkowiu, Nie zaznasz tutaj, stary, spokoju. Muriel na fotelu, uśmiech ma na twarzy, A obok niej demon swój plan znowu smaży. Eustachy krzyczy, maskę zakłada, Zimna paranoja na mój mózg spada. Cały się trzęsę, serce mi wali, Gdy dziwny kosmitów statek się pali. Jestem tylko psem, małym i tchórzliwym, Ale muszę być dla nich tarczem prawdziwym! [Chorus] (Szybki, paniczny, emocjonalny wokal, potężny basowy drop) Mrok puka do drzwi, w miasteczku Nigdzie! Gdy potwór nadchodzi, nikt nam nie pomoże, nikt nie przyjdzie! Choć strach mnie paraliżuje i łamie mi kość, Obronię ten dom, pokażę swą złość! Nigdzie... uratuję nas! [Verse 2] (Ciężki, niski, psychodeliczny rap) Garbaty fryzjer, klątwa Ramzesa, W mojej głowie znowu mroczna impreza. Komputer w pokoju szuka ratunku, Żyjemy tutaj na stałym warunku. Każda noc to walka o przetrwanie, Zanim nastąpi jasne świtanie. Choć goni mnie cień i straszne potwory, Dla mojej pani przejdę te nory! [Outro] (Muzyka dramatycznie zwalnia, zostaje tylko tykanie zegara i cichy pisk) Znowu bezpiecznie... Eustachy znowu marudzi. Ale ten mrok... Zaraz się obudzi. [End]

