
(Nie śpij… nie śpij… Już tu jestem) (Jest ciemno) W kałuży zimował z całą watahą Czekał cierpliwie na wiosnę i lato Już mróz odpuścił i słońce grzeje Wylazł z bajora okrutnie się śmieje Komar komar Znowu atakuje Czai się na dworze Do domu wlatuje Czai się na dworze Do domu wlatuje Za uchem Cię dziabnie, w łopatkę ukłuje, Potem w ciemności bezkarnie baluje, Gdy już zasypiasz, w stopę cię uwali Dziesięć minut cię piecze i pali Komar komar Znowu atakuje Czai się na dworze Do domu wlatuje Gdy w łóżku leżysz I łydkę odsłonisz Jebnie znienacka Się nie obronisz (Nie śpij… nie śpij… Już tu jestem) (Jest ciemno) Komar komar Znowu atakuje Czai się na dworze Do domu wlatuje Czai się na dworze Do domu wlatuje

