
Przełęcz Sosnów została za nami, niebieski szlak prowadził pod górę. Kamienie chrzęściły pod naszymi krokami, a słońce zaglądało przez korony drzew. Szłaś tuż obok, spokojna i bliska, czasem spojrzałaś w moją stronę. W twoich oczach odbijało się niebo, a ja coraz częściej szukałem ich wzrokiem. Na Sokolicy, nad Dunajcem, otworzył się przed nami świat. Rzeka błyszczała w dole, a góry ciągnęły się aż po horyzont. Na Sokolicy wiatr ucichł na chwilę, jakby chciał zatrzymać ten dzień. Patrzyłem na góry, lecz najbardziej pamiętam blask twoich oczu. Stanęliśmy przy skalnym urwisku, nad nami niebo, pod nami przepaść. Dunajec zataczał w dole zakola, a Pieniny ciągnęły się po horyzont. Spojrzałaś na mnie i nic nie powiedziałaś, ja również milczałem przez chwilę. W tym jednym spojrzeniu było coś więcej niż w słowach, które moglibyśmy wypowiedzieć. Na Sokolicy, nad Dunajcem, otworzył się przed nami świat. Rzeka błyszczała w dole, a góry ciągnęły się aż po horyzont. Na Sokolicy wiatr ucichł na chwilę, jakby chciał zatrzymać ten dzień. Patrzyłem na góry, lecz najbardziej pamiętam blask twoich oczu. Jeszcze raz spojrzałem na Dunajec, potem na ciebie — i już wiedziałem, że ta górska droga będzie odtąd wspomnieniem nas dwojga.

