
Na cmentarzu jeszcze pusto o świcie Na grobie Iksińskich leżą niezmiecione liście U Igreków ledwo palą się świeczki A w bukiecie plączą się świerkowe igiełeczki Płyty przeraźliwie zimne i oblepione kurzem Krzyż krzywo stoi w piaszczystej dziurze Za nagrobkiem Zetów ktoś wysypał gruz W nim mieszka rodzina kolczaków już Wszyscy piękni, wszyscy martwi Wszystko pochłonęła mgła, Betonowe mury milczą Jakby zatrzymał się czas Wybija godzina dwunasta. Dzwony dudnią na całe miasto Otwierają się bazary Przy wejściu rozstawia się Sklepik z tanim obwarzankiem raz, dwa Grobing trwa Trzy cztery, Rozkręcają się biznesy Pięć, sześć Brakuje już świec Siedem, osiem Wszystko sprzeda łosie Tłumy rozkładają się na cały dwór W każdym korytarzu narasta tłok Wiatr zanosi modlitwy w eter W powietrzu krąży listopadowy smog Ceny wzrastają o paręnaście procent Na chodniku prezentują się świeże wiązanki - Nówki sztuki, nieśmigane, nie ma co się targować - U nas lepsze i ładniejsze, proszę u nas kupować! dziewięć, dziesięć Każdy spór powoli zaczyna pęcznieć jedenaście, dwanaście Kłótnie wirują wokoło właśnie I tak dalej... i tak dalej... Wszędzie czysto, wszędzie pięknie Weź popraw wstążkę, ustaw dobrze znicze Wyrównaj, żeby stały równo w rzędzie Ten słonecznik trochę za krzywo więdnie raz, dwa Grobing trwa Trzy cztery, Rozkręcają się biznesy Pięć, sześć Brakuje już świec Siedem, osiem Wszystko sprzeda łosie Następnego dnia, mniejszy chaos Drzewa wypłakują liście na kostkę Ziemia lekko mokra, kroki zostawiają ślady Kolejne ręce w błotnej robocie [long instru] Za rok liczymy od nowa... Każdy liść, każdą igłę, każdy brud Zamawiamy więcej wiązanek i zniczy Za okrągły rok znów będziemy liczyć...

