[Intro] (Dźwięk odpalanej zapalniczki, głęboki wdech papierosowego dymu, winylowy trzask) (Znowu ta sama ulica... znowu ten sam pościg...) Ej, mały... nie uciekniesz mi. [Verse 1] Skórzana kurtka, w zębach papieros, Mroczna ulica, dymu pełno wkoło. Ciągle w pogoni, za tym co ucieka, Grzeczny system na mój błąd tylko czeka. Zając ma wszystko, fart i czyste ręce, A ja na dnie, w wiecznej udręce. Przez zaułki, przez dachy, przez stare budowy, Na każdy podstęp jestem już gotowy. Kroki za mną, neony się palą, Moje plany znowu w gruzy się walą! [Chorus] (Wpada chwytliwy, oldschoolowy, mroczny groove) Nu, pogodi! – krzyczę w ten mrok! Zając, uważaj, bo zrobię ten krok! Wieczny pościg, bez końca ta gra, Ty masz ten fart, a ja życie do dna! Nu, pogodi! Słyszysz ten bas? [Verse 2] (Szybki, rytmiczny boombapowy flow) Kolejna pułapka, znowu wilczy dół, Życie mnie łamie i tnie równo wpół. Gonię ten ideał, który mi umyka, Taka już moja ulica i dzika taktyka. Choćby cały świat stał po twojej stronie, Ja nie odpuszczę, choćby w ogniu płonął. Koniec odcinka, znowu uciekłeś, Ale następnym razem... w mroku uklękniesz. [Outro] (Muzyka cichnie, zostaje sam bas i winylowy szum) Znowu to samo... Papieros zgasł. Nu, pogodi... [End]