[Verse 1] W mglisty, letni poranek, gdy opadły bitwy dymy, Ujrzałam go – nieznajomego, co by mnie bronić włożył tyle siły. Jego oczy lśniły jak jego rusznica, gdy mnie ratował w tamten dzień, A potem tylko spojrzał w moje oczy i odszedł, znikając w boru cień. Zostawił w sercu głęboki ból i żal, bo czułam, że był mi tak bliski, A ja już nie chcę bez Ciebie żyć! Świat bez twej dłoni jest dla mnie za śliski... [Verse 2] O, rzeko wierna, zmyj z twarzy me łzy, Zabierz mą duszę w nieznany i zimny prąd, Bez niego życie, to tylko puste dni, Bo serce me za nim odeszło stąd. Och, czemu miłość tak okrutną bywa, Że daje szczęście, by potem zabrać je w noc? Moje serce pękło, a łza z policzka spływa... Zabierz mnie rzeko... nieszczęsny mój los... [Verse 3] A dobra, starczy tego płaczu, koniec z tym ckliwym kiczem! Jaki romans? Jaki smutek? Przecież z tego tylko ryczę! Typ zmył się po albiońsku, nie zostawiając nawet grosza, A ja mam przez tę ciotę zmarnować życie, bo dostałam kosza? Ale lipa! Ale dupa! Co za melodramat tani! Więcej warty był ten kufel, co mi wczoraj w knajpie dali! [Chorus] O ale lipa! Ale dupa! Koniec z płaczem, czas na bal! Bambilina ma w dolinie cały ten miłosny żal! Zamiast ronić gorzkie łzy, lepiej wypić pełny dzban, Każdy facet to jest łajza, a największy to tamten cham! [Verse 4] Kto by płakał za facetem, co zachował się jak dupek, Chyba zakochany wariat lub skończony, ślepy głupek! Teraz tańczę na stole, w pusty kufel kopiąc z buta, A tamten niech spierdala, bo Bambik to nie dupa! Ale lipa! Ale zdrada! Miłość to jest wielka ściema! Najlepszy chłop na świecie - to ten, którego nie ma! [Chorus] O ale lipa! Ale dupa! Koniec z płaczem, czas na bal! Bambilina ma w dolinie cały ten miłosny żal! Zamiast ronić gorzkie łzy, lepiej wypić pełny dzban, Każdy facet to jest łajza, a największy to tamten cham! Pijemy piwo, mamy was w D..., hej! choć czasem nawet dosłownie... [Outro] Ale lipa, ale dupa... Dajcie mi normalnego chłopa z browarem! Jakiś chętny??? Na zdrowie!