
Nie chcę być taki jak oni
<verse> Wchodzę do knajpy, gdzie menu ma sto stron Wszystko bjo, eko, liofilizowany bije dzwon Kelner pyta o typ mleka i o moje zaimki dalej A ja chciałbym tylko kawy normalnej, z ekspresu, czarnej, Na TikToku znów czelendż kto głupszy zrobi taniec albo kto się sprzeda taniej, idzie oszaleć Wszyscy tacy sami, jak z jednej matrycy zdanie W tych samych ciuchach z jednej fabryki tylko chińczyk naszył różne loga na nie. Każdy myśli, że jest wyjątkowy, i podpowiada mu to mózg sterowany zestawem aplikacji, dla wszystkich jednakowym. <chorus> Ja nie chcę być taki jak oni Ze Starbucksa kubkiem w dłoni I z kebabem kraftowym przepalanym efajkiem malinowym. W tym świecie plastikowym. Nie kręci mnie ten pęd, ten cały hype Wolę swój stary rytm i stary vibe Nie szukaj mnie w trendach na głównej stronie Ja stoję z boku, nie biorę udziału w tym maratonie. <verse> Znowu premiera butów, kolejka pod sklepem Kupują dropy, by poczuć się lepiej Nakręcani przez swoich idoli, którzy sami są produktem i sprzedawali się za puszkę koli przed swoim debiutem. Ha. Wszyscy chcą być „slay”, „sigma” i „cool” Ja noszę flanelę, choćby to był modowy ból Nie scrolluję Roleksów na nadgarstkach raperów Wolę szum starej płyty i brak zbędnych bajerów. <bridge> Nie musisz mnie tagować pod każdym postem Moje życie jest proste, może aż za proste? Nie mam konta na BiRil, jestem tu naprawdę Zanim ten cały blichtr i filtr w końcu zblaknie. <chorus> Ja nie chcę być taki jak oni Ze Starbucksa kubkiem w dłoni I z kebabem kraftowym przepalanym efajkiem malinowym. W tym świecie plastikowym. Nie kręci mnie ten pęd, ten cały hype Wolę swój stary rytm i stary vibe Nie szukaj mnie w trendach na głównej stronie Ja stoję z boku, nie biorę udziału w tym maratonie. <verse> Zostawcie sobie te sojowe latte I te krafty ciężkich monet warte Ja zostaję tutaj, z dala od farmazonów Bez filtrów, bez lajków, bez waszych kanonów. Wszyscy teraz są influ i każdy ma swój brend. Trochę mnie zadziwia ten influ trend. Gdzie zasięgi tym większe im większym jesteś dzbanem. gdzie nawet szmaty mają swoje grono fanek. a jakiś pajac z kolorowym włosem robi stream jak wciąga cynamom nosem. <bridge> potrzebne jest trzęsienie ziemii, żeby świat ocalić wojna, albo meteoryt żeby głupotę obalić. <chorus> Ja nie chcę być taki jak oni Ze Starbucksa kubkiem w dłoni I z kebabem kraftowym przepalanym efajkiem malinowym. W tym świecie plastikowym. Nie kręci mnie ten pęd, ten cały hype Wolę swój stary rytm i stary vibe Nie szukaj mnie w trendach na głównej stronie Ja stoję z boku, nie biorę udziału w tym maratonie.

