
Z Tatr na fiordy! Śnieg i stal! Nie ma tu świerków, nie ma tu dolin, Nic nie złamie naszej woli. Zamiast ciepła – zamarznięta grań, Zamiast ciszy – ogień, mróz i stal. Podhalański mundur, chłód we mgle, Idziemy tam, gdzie inni boją się. Ostrze bagnetu znaczy nasz ślad, Gdy pod stopami pęka ten świat. Ankenes płonie, wróg bierze cel, A my wdzieramy się w tę biel! Gniazda karabinów pękają pod granatem, Za metry płacimy straconym bratem. W dole fiord czarny, strach w oczach ma wróg, Niemiecka gwardia pierzcha z naszych dróg. Byliśmy pierwsi, co złamali ten opór, Kiedy na skały spadł polski topór! Białe góry, czerwona krew! Podhalański, surowy gniew! Na Ankenes pękł najeźdźcy bat, Pod naszym szturmem zadrżał świat! Krew na skałach, w dole fiordu dym – Zwycięstwo, co ma pęknięty rym! Na szczycie cisza, wokół zimny wiatr, Wtykamy flagę w przetrącony świat. Lecz zanim radość rozedrze ten świt, Rozkaz do odwrotu rozrywa nasz mit. Zostawić góry, co dały nam hart! Ewakuacja! Schodzimy na brzeg! Osłaniamy innych, kryjąc ich ślad, Gdy pod stopami pęka stary ład. Białe góry, czerwona krew! Podhalański, surowy gniew! Na Ankenes pękł najeźdźcy bat, Pod naszym szturmem zadrżał świat! Krew na skałach, w dole fiordu dym – Zwycięstwo, co ma pęknięty rym! Nie liczyliśmy, ilu z nas spadło w dół, Liczyliśmy metry przełamanych skał! Krok za krokiem! Do nich! Do krawędzi grani! Aż pękł pod stopą zamarznięty świat! Białe góry, czerwona krew! Podhalański, surowy gniew! Na Ankenes pękł najeźdźcy bat, Pod naszym szturmem zadrżał świat! Krew na skałach, w dole fiordu dym – Zwycięstwo, co ma pęknięty rym! Pamięta lód. Pamięta skała. Ankenes… Strzelcy Podhalańscy.

