
Stróż... cień przeklęty (Chocholego Wzgórza)
NAJPRAWDZIWSZA relacja zdarzeń z tej całej niefortunnej wycieczki na Chochole Wzgórze - w odpowiedzi na zarzuty @simuzoida https://suno.com/song/899b3ddf-1e3e-40c7-8b9e-7990af042262 [Intro] [Verse 1] Ta wizyta na Chochole Wzgórze Chyba był to losu błąd. Jakiś gościu mnie tam śledził, Nie wiem skąd on się tam wziął. [Short break - pauza] [Verse 2] Nie tak to było suno-sądzie święty. Walczyłem z mrocznymi, niewidzialnymi siłami. Nie miałem miecza, wywijałem lutnią Z naciągniętymi strunami. [Chorus] I tak nagle on się wkradł, I ten odór taniego wina, I tak zupełnie przypadkowo Dostał prosto w zęby - "Jaka mina! Ha, ha, ha!" (echo: "Ha... ha... ha!") A jego kły, jak monety, poleciały na parkiet pęknięty. [Verse 3] A jakże pięknie on poleciał! Prosto do tej starej szafy. Leżał tam, śmiech w oczach, I tak błogo z niej spoglądał, Jakby kręcił się świat cały, Jakby połknął trzy karafy. [Verse 4] Wmawia wszystkim, że stróżuje, Śledził mnie, jak cień przeklęty. Miał rozwikłać mrok podwórza, Taki z niego as pojęty. [Chorus] Lecz to żaden pan detektyw, Żadna postać z wyższych sfer, Toż to spod Chocholego Wzgórza Zwyczajny, lokalny pijak... menel. [Bridge - instrumental] [Verse 5] Tylko żal mi lutni mojej, Pękła w pół - nie trzyma stroje. Od korpusu gryf się wyrwał, Wyszedł z tego niezły przypał. [Verse 6] Piękna lutnia z drzewa litego, Nie dostanę już nic innego. Te z ryneczka to podróby, Sklejki, co nie mają duszy. [Final chorus] Więc niech echo moich nut Wśród chocholej tańczy burzy, Bo kto z menelami w szranki staje, Ten bez lutni pozostaje. [Outro] Został tylko dźwięk popsuty I ten zapach taniej wódy.

