W kawiarni sądu “pod paragrafem” Spotkała się kiedyś Halina z gachem Choć było to w sądzie to ustalili Jak pozbyć się męża niewiernej Haliny Oboje się śmiali i tak powiadali Gadamy tu w sądzie o mężu Hali Bo pod latarnią jak mówią najciemniej Przecież tu gada adwokat z klientem Przy kawie czarnej, serniczku z lady Plany makabry tej zapadały Ona zamiarom tym ton nadawała On skinął głową i rzecz się stała Męża dopadło komando gacha Łeb mu rozbili, nie mieli stracha Bo dla nich rozboje, rozróby to pestka Rzecz to zwyczajna, robota męska Ktoś fakty skojarzył, rozmowę przy kawie Złapali Halinkę, już siedzi na ławie Twarz w rękach skrywa i łez nie żałuje Swoją głupotę tak opłakuje Ach gdybym była ciut ostrożniejsza Ciszej mówiła o zmowie na męża Lub gdybym sekret swój wyjawiła Gdzieś w innym miejscu, szampana bym piła A teraz mnie czeka kaźń lub sznur kata Jak byłam głupia, gadając do gacha Wyjścia już nie ma, nie będzie litości Choć jestem młoda, grób czeka na kości Mając na względzie historię Haliny posłuchaj mej rady, tak bez przyczyny Bo gdyby Halinka wskazówki dostała To dzisiaj w sądzie by nie siedziała Że pod latarnią bywa najciemniej Sensu to nie ma i są to brednie Więc gdy wyjawiać zamierzasz sekrety Rób to ostrożnie i zza gazety Twarz niewidoczna połowa sukcesu Gdy czyny twoje są wbrew kodeksom Bo świadek w sądzie i bezrozumny Gdy twarz twą rozpozna, to gwóźdź do trumny Możesz umówić się także na szyfr Gdy mówisz “tak” oznacza to “nic” Gdy powiesz “nigdy” oznacza to “tak” W ten prosty sposób zacierasz ślad Kiedy bezwzględny charakter masz I działasz tak, że strach spojrzeć w twarz Musisz mieć zdolność kameleona Porzuć swój wygląd zwykłego bandziora Że pod latarnią bywa najciemniej Sensu to nie ma i są to brednie Więc się kamufluj najlepiej na świecie Szanse masz większe, gdy zmienisz profesję