[Intro — 4 takty instrumentalne] [Zwrotka 1] Pierwszy raz w życiu naprawdę wiem, czego chcę, nie bajki, nie filmu, nie wesela na sto osób. Ty masz już jeden ślub i obrączkę w szufladzie, ja zero — i sukienkę tylko na wystawie, w drodze z pracy. Nie chodzi o zdjęcia ani o to, co powie rodzina, tylko żeby raz powiedzieć głośno: to jest mój człowiek. Wieczorem kroję chleb, na kuchence twoja zupa, dziewiąta dwadzieścia, a ja już słucham, jak parkujesz. Po trzaśnięciu drzwi od auta poznam, jaki będzie wieczór, po tym, jak zdejmujesz buty, czy zdążę z uśmiechem. Czasem jesteś tym, z kim śmieję się do rana, a czasem stoję przy zlewie i nie poznaję nas obojga. [Refren] Ja nie chcę od ciebie cudów, ja chcę tylko dom, gdzie klucz w zamku nie brzmi jak alarm o drugiej w nocy. Chcę męża, zwykły obiad i ciebie obok, i nie bać się kolejnego wieczoru. Kocham cię — to akurat wiem na pewno, nie wiem tylko, czy sama miłość jeszcze starczy. [Zwrotka 2] Kłócimy się o nic: o lajka, o wiadomość, o to, czemu tak długo byłam w sklepie z koleżanką. Z telefonu robi się proces, z drobiazgu awantura, potem cisza przez dwa dni i talerze stawiane za głośno. Ty kiedyś ćpałeś, ja też nie byłam święta, mamy oboje szuflady, których lepiej nie otwierać. Tylko ja już nie chcę żyć od jazdy do jazdy, od "kocham cię" na schodach do ciszy przy stole. Najgorzej, jak wypijesz — trzecie piwo, potem wódka, i nagle słyszę rzeczy, których nie powiem nawet siostrze. Rano mówisz, że nie pamiętasz, robisz mi herbatę, a ja pamiętam za nas dwoje. Słowa zostają. [Refren] Ja nie chcę od ciebie cudów, ja chcę tylko dom, gdzie klucz w zamku nie brzmi jak alarm o drugiej w nocy. Chcę męża, zwykły obiad i ciebie obok, i nie bać się kolejnego wieczoru. Kocham cię — to akurat wiem na pewno, nie wiem tylko, czy sama miłość jeszcze starczy. [Bridge] Ktoś powie: to odejdź, po co w tym siedzisz. Łatwo mówić, jak się nie kocha tego człowieka. Bo ja widzę też tamtego — tego z niedzielnego rana, co naprawia mi kran i nuci pod nosem. I właśnie dlatego tak ciężko mi z tym wszystkim: gdybyś był dla mnie nikim, już dawno by mnie tu nie było. [Zwrotka 3] Wczoraj stałam w przedpokoju z kluczami w dłoni, kurtka na ramionach, telefon na dziesięć procent. Nie wyszłam. Odwiesiłam kurtkę na ten sam wieszak, ten sam co zawsze, jakby nic się nie stało. Nie chcę być idealna i nie chcę idealnego ciebie, chcę tylko czuć, że jestem ważna też w te gorsze dni, nie tylko wtedy, kiedy między nami dobrze, kiedy jest słońce, kiedy jest spokój, kiedy jesteś trzeźwy. Za długo już czekam, żeby tracić jeszcze czas na kolejne "od jutra", kolejne "to ostatni raz". Więc mówię ci to teraz, póki jeszcze chcę mówić, póki jeszcze kładę dwa talerze na stół. [Refren końcowy] Ja nie chcę od ciebie cudów, ja chcę tylko dom, nie idealny — taki, do którego chce się wracać. Chcę męża, zwykłe życie i nie czuć, że proszę o za dużo, chcę być dobrze traktowana, nie tylko jak jest dobrze. Kocham cię — to akurat wiem na pewno. Ja po prostu chciałabym mieć dom. [Outro] Dwa talerze na stole. Dziewiąta dwadzieścia. Słucham, jak parkujesz.


