
[Zwrotka 1] Wyruszałem zasobny w niewiedzę, z atlasami nieodkrytych strat. Każdą pewność nosiłem jak pieczęć, którą można uprawomocnić świat. Miałem młodość — zuchwałą składnię, przyszłość posłuszną odmianom słów. Aż mi życie przerwało w pół zdania i kazało zaczynać od „był”. [Zwrotka 2] Potem przyszły prowincje milczenia, cudzoziemstwo pośród własnych stron. Czyjeś imię zmieniło znaczenie, choć nie zmienił się ani jeden ton. Byłem sędzią w wygodnej odległości, póki los nie przesadził mnie tam, gdzie człowiek w obliczu bezsilności łamie własny, nienaganny plan. [Przedrefren] Ile trzeba utracić pewności, żeby czyjąś niepewność móc znieść? Ile przejść od wyroku do troski, by usłyszeć niewygodną treść? [Refren] Życie odmienia mnie przez przypadki: przez tych, co przyszli, przez nagły brak, przez niedokończone pożegnań traktaty, przez „nie potrafię”, przez spóźnione „tak”. Idę — i coraz mniej we mnie granic, którymi chciałem podzielić świat. Nie każdą stratę potrafię ocalić znaczeniem, które nadaję jej sam. [Zwrotka 3] Zawierałem rozejmy z pamięcią, lecz pamięć odrzucała ich treść. Nie umiałem jej nazwać niewdzięczną — przechowała i ranę, i gest. Dziś odróżniam skruchę od uległości, cudzy ciężar od powinności swych. Uczę się odchodzić bez pogardy, zanim żal przemówi za mnie znów. [Przedrefren] Nie ogłaszam cierpienia zasługą, nie wywodzę mądrości z każdej z blizn. Czasem długo pozostaje długo, a odpowiedź nie nadchodzi z nim. [Refren] Życie odmienia mnie przez przypadki: przez tych, co przyszli, przez nagły brak, przez niedokończone pożegnań traktaty, przez „nie potrafię”, przez spóźnione „tak”. Idę — i coraz mniej we mnie granic, którymi chciałem podzielić świat. Nie każdą stratę potrafię ocalić znaczeniem, które nadaję jej sam. [Most — ciszej, niemal wyznanie] Gdybym spotkał siebie sprzed lat, nie wręczałbym mu rejestru przestróg. Pozwoliłbym mu dokończyć zdanie, którego dzisiaj już nie potwierdzę. A potem szedłbym przy nim chwilę, bez satysfakcji, że więcej wiem. On jeszcze musi poznać imiona tych, których ja pożegnałem we śnie. [Refren finałowy] Życie odmienia mnie przez przypadki: przez tych, co przyszli, przez nagły brak. Przez dłonie, których nie chciałem przyjąć, i te, po które sięgnąłem sam. Idę — i coraz mniej we mnie granic, coraz uważniej odczytuję ślad. Nie wiem, kim będę u kresu podróży. Wiem, komu dzisiaj poświęcić swój czas. [Outro] Za mną — niedoskonała przeszłość. Przede mną — nieodmienione dni. Już nie poprawiam cudzych dróg. Pozwalam im przecinać moją.

