
(Nie)modlitwa do powstańca warszawskiego
W zdziwionych uliczkach Warszawy, gdzie czas się zatrzymał, Baczyński w kieszeni wiersz chował, jak bezdomny - chleb. Wiatr szeptał nieśmiało, że miłość wciąż żywa, Choć świat się rozpadał w stos gruzu i pył. Serce płonęło, choć strach w oczach grał, Chciał zachować ten świat, co na strzępy się rwał. Na dłoniach atrament, w spojrzeniu powstanie, Chłopak z marzeniami, które strawiło zło! (Refren Chorus with kids) O, Kamilu, twój krzyk w płomieniach się pali, a w sercu bój krwawy, bój krwawy dla miasta, dla miasta Warszawy! A my tacy mali! nie umiemy jak wy! Tak odważnie umierać mając lat dwadzieścia trzy! W powstaniu rozbrzmiewa wasz głos, jak rozdarta pieśń, W gruzach wciąż błądzicie, choć czas zacisnął pięść. (Zwrotka 2) Na Starówce kroki, jak echo się niosą, W cieniu barykad krew z wierszem się miesza „Ten czas” – pisałeś – „to miłość, co w bólu się rodzi”, W gruzach odwaga wciąż nadzieję płodzi. Przytulał do piersi granat, Polskę, i Baśkę, Śnił o wolności, choć śmierć stała tak blisko. W powstaniu jak żołnierz, co w boju krwawił, W ostatnim oddechu wiersz prawdy zostawił O, Kamilu, twój krzyk w płomieniach się pali, a w sercu bój krwawy, bój krwawy dla miasta, dla miasta Warszawy! A my tacy mali! nie umiemy jak wy! Tak odważnie umierać mając lat dwadzieścia trzy! W powstaniu rozbrzmiewa wasz głos, jak rozdarta pieśń, W gruzach wciąż błądzicie, choć czas zacisnął pięść. (Bridge) Gdy noc wisi czarna, jak kamień u szyi, W jego słowach wciąż tli się blask, co nie chce zginąć, jak wy. "Niebo złote ci otworzę" – naiwny poeta! Cztery dni później - dziura w głowie, krew rozlana, to koniec, meta? Matki szukają synów w gruzach Woli, A ty pisałeś: 'będziemy jak stal'... Stal się stopiła, mury runęły, Został tylko wiersz - i Baśki szal. Czwartego sierpnia kulą przeszyty, W pałacu Blanka upadłeś we krwi, Dwadzieścia trzy lata - zgasły wszystkie sny! Ale w każdym wierszu wciąż jesteś, wciąż jesteś TY! O, Kamilu, twój krzyk w płomieniach się pali, a w sercu bój krwawy, bój krwawy dla miasta, dla miasta Warszawy! A my tacy mali! nie umiemy jak wy! Tak odważnie umierać mając lat dwadzieścia trzy! W uliczkach Warszawy wasz cień wciąż się snuje, Basia ciągle szlocha, ciągle ciebie żałuje Wśród zgliszczy i zła. Pytasz mnie, czy miłość skonała? Nikt nie wie już sam, Kamilu, Twój wiersz jest jak wieczność, on żyje, on trwa.. W każdej pamięci, co dziś o was śpiewa... co dziś o was łka.

