Поэзия: Przemek Trenk Муз.идея: FaberNik [intro] Upuszczam z siebie słowa. Oddaję jak honorowy dawca krew. Steruję swoją łodzią a słowa we mnie lekkie jak wiatr napędzają żagle. Ten dzień ma kształt posągu bez głowy, zatopionego w śnie niedośnionym. Rozpościeram skrzydła i pozwalam sobie na chwilę szczęśliwości. Przepływają obok mnie dawno zapomniane twarze. Przepływa przeszłość i przyszłość której jeszcze nie znam. Przepływają przeze mnie przeżyte godziny i minuty, te do zabicia czasu. Są i komety, które wypisują na moim czole słowa soczyste jak grona. Moczę wargi w kamieniu. Zanurzam się w sobie myślą jak w rześkim strumieniu brzemiennym w moje prorocze widzenia świata. A teraz otwierają się wszystkie dotąd zamknięte drzwi. Ziarno słońca pęka bezdźwięcznie. W oddali w opuszczonym klasztorz bezdomny mnich bije w dzwony. Czas na sumę na którą i tak nikt nie przyjdzie. A we mnie przepływają słowa. Słowa jak wołanie tęskne za bliskością drugiego człowieka. Tego który odszedł i już nie wróci. Słowa widzialne i dotykalne. Po omacku szukam siebie w sobie. Przydeptuję język. Prześlizguję się pomiędzy palcami. Wymykam się sobie z rąk. A czerń nocy dojrzewa we mnie. Noc rozlewa się jak krew na kamieniu ofiarnym. A wokół wypalone dusze, siedzące na szklanych wieżach w gniazdach szklanych ptaków. Stworzone z tej samej materii co słowa płynące po lewej stronie skóry. [Outro]