
Uśmiech w złotym świetle
Na Przełęczy Szopka otworzył się świat, Tatry w oddali lśniły w słońcu. Ruszyliśmy dalej przez pieniński las, ku Trzem Koronom, coraz wyżej. Stanęłaś obok mnie, milcząc przez chwilę, słońce miękko rozświetlało twoją twarz. Wiatr uniósł lekko twój warkocz, a ja chciałem zapamiętać właśnie ten czas. Trzy Korony w złotym świetle, Dunajec lśni daleko w dole. Tatry bieleją na horyzoncie, a ty stoisz tuż obok mnie. Okrąglica, ciepły wieczór, światło tańczy pośród skał. Nie wiem, co było piękniejsze — ten widok czy twój uśmiech. Słońce schodziło coraz niżej, na skałach kładło ciepły blask. Dunajec mienił się zakolami, a Tatry gasły w oddali. Patrzyłem na twoją smukłą sylwetkę, na ramiona otulone światłem dnia. W twoich oczach odbijało się niebo, a ja nie umiałem oderwać wzroku. Trzy Korony w złotym świetle, Dunajec lśni daleko w dole. Tatry bieleją na horyzoncie, a ty stoisz tuż obok mnie. Okrąglica, ciepły wieczór, światło tańczy pośród skał. Nie wiem, co było piękniejsze — ten widok czy twój uśmiech. Nie powiedziałem wtedy ani słowa, bo żadne nie pasowało do tej chwili. Staliśmy razem ponad pienińską doliną, gdy dzień powoli zmieniał się w wieczór. Chciałem zapamiętać każdy szczegół: twoją twarz, spojrzenie, ciepło dnia, Dunajec, Tatry, Trzy Korony i ciebie — tak blisko mnie. Słońce schowało się za górami, złota godzina dobiegła końca. Ruszyliśmy w dół ze Szopki, a przed nami powoli nadchodziła noc.

